Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Browar Pinta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Browar Pinta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 stycznia 2015

Hopus Pokus czyli czarna magia od czarodziejów z Pinty

Hopus Pokus
Piwo w stylu Black IPA / Cascadian Dark Ale, górnej fermentacji, pasteryzowane.
Producent: Pinta
Ekstrakt 16,5%, alk. 6,3% obj., IBU 66 (czyli jednak czarna magia ;))
Cena: 6,90 zł (Piwne Rozmaitości)
Skład: woda, słody: Weyermann® pale ale, monachijski typ II, Caramunich® Typ II, Carapils®, Caraamber®, Carafa® Special Typ II; chmiele: Magnum (PL), Simcoe® (USA), Chinook (USA), Cascade (USA); drożdże Fermentis Safale US-05.

Dawno żadnej nowości Pintowej u nas nie było, także nadrabiamy niedopatrzenie ich nową czarującą propozycją. Może trudno w to uwierzyć, ale tacy rewolucjoniści jak Pinta nie mieli dotąd w swoim portfolio zwykłego Black IPA (lub jak kto woli CDA). Mieli co prawda Żytorillo, ale prostego, zwykłego, bez udziwnionych dodatków BIPA na razie się nie dorobili.

Trzeba przyznać, że etykieta w Pintowym stylu, bez fajerwerków, ale dobrze dobrana: czerń piwa i zieleń chmielu oraz fajny smaczek w postaci częściowo znikającego logo Pinty. W składzie zaskakująco obok amerykańskich chmieli, na goryczkę (a być może i na aromat) zastosowano polskie Magnum.

Hopus Pokus | butelka

Jak możecie zobaczyć, po nalaniu piana robi się praktycznie betonowa i w ogóle nie chce opaść. Dolewane na kilka razy, inaczej mielibyście na zdjęciu pół szkła piany. Drobny pęcherzyk, trzyma się elegancko i zdecydowanie ciężko wymóc na niej sztuczkę ze znikaniem. Chyba, że wyjecie łyżką. Gdy już mogłem powąchać piwo porządnie, bez dorabiania sobie dodatkowych wąsów i brwi w kolorze cappuccino, w mój nos buchnęła mieszanka żywicy i cytrusów z delikatną kawą i gorzką czekoladą. Zdecydowanie dominują tutaj cytrusy i cały 'blackness' wychodzi tuta dopiero po lekkim ogrzaniu.

To samo w smaku - piwo jest bardzo IPAowe, czuć głównie cytrusy i żywicę, z lekką podbudową słodów. Dopiero na końcu dołączają lekko palone akcenty. Gdyby dali mi do wypicia z zamkniętymi oczami, nie wiem, czy bym powiedział, że jest ciemne. Czyli tak jak w Cascadian Dark Ale powinno być, w przeciwieństwie do American Stoutu. Całość jest wybitnie pijalna i tutaj sztuczka ze znikaniem zdecydowanie Pincie się udała - w mgnieniu oka w szkle nie ma już prawie nic.

Ocena: 4,5/5

Nowe piwo Pinty oczarowało mnie. Czy jest idealne? Nie. Czy jest się w takim razie do czegoś przyczepić? Też nie. Znakomite, świetnie pijalne piwo. Potwierdza formę Pinty, gdy niektórzy, nawet zasłużeni kraftowcy, kuleją ostatnio ze swoimi piwami. A i plus za udane użycie w składzie polskiego Magnum. Brawo! I czekam na następną warkę z jeszcze bardziej kopiącymi zaklęciami.

piątek, 18 lipca 2014

Call me Simon od Browaru Pinta i Simona Martina

Call me Simon
Piwo w stylu Imperial Irish Red Ale, górnej fermentacji, pasteryzowane.
Producent: Browar Pinta (Browar na Jurze)
Ekstrakt 19,1°, alk. 6,9% obj., IBU 78
Cena: 8,40 zł (Piwne Rozmaitości, Łódź)
Skład: woda, słody Weyermann®: pale  ale, wiedeński, Caramunich® Typ III, melanoidynowy, żytni; palony jęczmień, ekstrakt słodowy jasny; chmiele: Columbus, Amarillo®, Mosaic™; drożdże Fermentis S-04.

ŁAMIĄCA WIADOMOŚĆ - Pinta wreszcie zeszła na psy i stała się Pudelkiem wśród browarów. Warzą piwa z wątpliwej klasy piwnymi celebrytami z zagranicy, tylko dlatego że są z zagranicy (wątpliwej klasy celebryci, nie Pinta), a potem upychają Sajmony w miejsce zasłużonych rodzimych ekspertów do paneli sędziowskich w Żywcu. Sodoma i Gomora w czystej postaci. Podobno na Birofiliach 2014 z nieba biły gromy, żaby padały kilogramami, a szarańcza pustoszyła okolicę. Pośród tych plag płakały dzieci, zawodziły kobiety, muczała rogacizna, a starcy rwali ostatnie siwe włosy z głów. Tak gdzieś słyszałem. Chyba.

Żeby jeszcze bardziej przypodobać się gawiedzi, browar planuje ponoć wypuścić cover Call Me Maybe (Pinta feat. Simon Martin). Niestety na zdjęciu z planu nie widać żeby gościnny udział w klipie wzięły udział cheerleaderki z Miami Dolphins. Szkoda ;)

Call me Simon | Pinta
źródło: Browar Pinta; wersja zdjęcia z podłożonymi napisami, bez linii melodycznej





Niezrażony tymi skandalicznymi i częściowo wyssanymi z palca newsami, przystąpiłem do oklepanej degustacji.

Call me Simon | Pinta | butelka

Ciemno-rubinowe refleksy walijskiego smoka giną w dość nieprzejrzystym i ciemnym jak na red ale'a piwie. Piana skromna, ale drobnopęcherzykowa i przyzwoicie krążkuje na szkle. Pomimo chmielenia po amerykańsku czuć tutaj głównie słodowość, paloność oraz chlebek. Później dochodzi jeszcze Amarillo (chyba się ostatnio wyczuliłem na ten chmiel po Żytorillo), czyli cytrusowo-przyprawowy z owocami i trawiastością pozostałych chmieli. W smaku podobnie, dominują słody, do tego palony jęczmień poparty solidną, ale niezbyt oszałamiającą goryczką. Jak na 19tkę pije się dość lekko i pomimo oleistości, Call me Simon nie zapycha i nie męczy. Nie jest może wybitnie i oszałamiająco, ale jest za to bardzo smacznie i pijalnie.

Ocena: 4/5

Jak dla mnie, jeżeli Pinta będzie robiła smaczne piwa, mogą je warzyć nawet z reaktywowanym Ich Troje (może jakiś trippelek?), misiem z Krupówek, czy zespołem śpiewaczy "Jarzębina" ("Koko Koko Pinta Spoko"?). Jeżeli piwo samo w sobie się broni, to właściwie po co się spinać nad tym, kogo nazwisko wrzucają na etykietę i z kim trzaskają sobie słitfocie na Fejsbunia? Simon wygląda na fajnego i pozytywnego gościa, co do promowania piwa wśród ludu nadaje się lepiej niż bardzo poważny i niezwykle szacowny sensoryczny ekspert, z odrobinę zbyt ekstremalnym dupościskiem. Ale co my tam wiemy, my tu tylko sprzątamy.

P.S. Lane przy finale Mundialu 2014 z pompy w Piwotece Narodowej, również smakowało bardzo dobrze, a na dodatek nabrało bardzo przyjemnej gładkości i betonowej wręcz piany. Także jeżeli znajdziecie wersję pompowaną, mocno sugerujemy spróbować.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Oki Doki od Pinty, czyli kraft w trosce o nasze tyłki

Oki Doki
Piwo w stylu lager, dolnej fermentacji, pasteryzowane.
Producent: Browar Pinta (Browar na Jurze)
Ekstrakt 11,5°, alkohol 4,3% obj. 39 IBU
Cena: 6,40 zł (piwosz-sklep.pl)
Skład: woda, słody Weyermann®: pilzneński, pale ale, pszeniczny jasny, Carapils®, Caramunich®; chmiele (NZ): Pacific Jade, Pacific Gem, Green Bullet, Waimea, Motueka; drożdże Saflager W 34/70.

Dawno nic nowego z Pinty (nie licząc urodzinowego B-Day'a) nie wrzucaliśmy. Das IPA była sporym zawodem, a Żyta i Grodzisze jakoś przeszły obok bloga (chociaż to ostatnimi czasy najczęściej pite przez nas Pinty). Czas nadrobić zaległości, a i okazja wydawała się idealna.

Wyścig zbrojeń na najwięcej ekstraktu i chmielu w jednym piwie trwa w najlepsze. Podwójne IPA, Imperialne IPA, Barley Wine'y, RISy srisy - tylko czemu jak się robi ciepło ja pytam?! Dlatego mocno podjarałem się, gdy nareszcie Pinta zapowiedziała lekkie piwo na lato. Mniej ucieszył mnie rodzaj fermentacji, bo z dolną mi ostatnio nie po drodze, ale jak będzie dobre piwo, to do drożdży nie mam uwag. A i że nowozelandzkimi chmielami chmielę ostatnio wszystko (włącznie z grodziszem), tym bardziej byłem pozytywnie nastawiony do pintowej nowości.

Oki Doki | Pinta | butelka

Oki Doki jest bardzo jasne, standard lagerkowy. Piana niestety też trzyma mocno korpolagerowy standard (jak widać na załączonym obrazku) - znika praktycznie zanim zdążyłem włączyć aparat i zrobić zdjęcie po nalaniu.

Szybki niuuuuuuuch - i jeżeli tutaj są jakieś nowozelandzkie chmiele, to muszę uwierzyć na słowo. Spodziewałem się czegoś bardziej w stronę Pacyfica, a przynajmniej podobnego parametrami Jankesa. W Oki doki natomiast zapachowo poza lekką słodowością i owocami tropikalnymi o intensywności na poziomie autosugestii nic specjalnie się nie dzieje. Po spróbowaniu jest wodnistość i mocno zalegająca żywiczno-trawiasta goryczka. Gdyby nie ona to w zasadzie nie miałbym zbytnio nic do powiedzenia, po prostu poprawny lager bez wad.

Ocena: 3/5

Pinta zapowiadała, że Oki Doki tyłków urywać nie będzie i słowa chłopaki dotrzymali. Oprócz fatalnej jednowymiarowej goryczki piwo jest absolutnie nijakie, chmiel nowozelandzki mam wrażenie, że jest głównie w składzie na etykiecie. A do kotła poszedł chyba tylko na goryczkę. Ogólnie piwo przypomina bardziej lekką i nijaką wersję Das IPA.

Rozumiem, że sesyjne piwo na lato nie musi urywać. Ba, niech będzie jak najlżejsze. Tylko że prawie 6,50 zyla za sesyjnego lagera, który niczym pozytywnie się nie wyróżnia, to rozbój w letni biały dzień (no powiedzmy wiosenny biały dzień jeszcze, chodziło o pogodę podczas rozboju). Także Robin Hoodom z Pinty tym razem podziękuję. Bojan Strażackie też nie urywa, a jest smaczny, lekki i za 3,50zł.

niedziela, 4 maja 2014

B-Day 2.0 czyli Przewrót Mleczny na urodziny Piwoteki Narodowej, Pinty i AleBrowaru

W tym roku dłuższy wyjazd majówkowy (poza Świętem Pracy przy betoniarce Jaca) nie doszedł do skutku, można było więc pojawić się w Piwotece Narodowej na trzecich już urodzinach lokalu. Lista goszczących na kranach piw zapowiadała się masakrująca: oprócz urodzinowego B-Day'a 2.0 (double chocolate milk stouta) na urodziny zjechali tacy mocarze jak Mr Hard z Pracowni Piwa (barley wine), Samiec Alfa z Artezana (RIS) czy władca Olimpu, Zeus we własnej osobie (jakże inaczej - imperial IPA). Także już przed urodzinami wiedzieliśmy, że nie będzie lekko. Zrobiwszy zatem solidnym podkład w postaci Cheese'a z Jerry's Burger (nigdy cholera nie mogę tam załapać stolika, ale burgery mają na klasie), przedzierając się przez okopy i zasieki na ulicy 6ego Sierpnia, grubo po 19tej dotarłem na miejsce.


Kolejka do baru była masakryczna, bo wszyscy oczywiście chcieli się napić podłączonej dopiero co premiery. O mały włos bym się przejęzyczył i wziął Skalaka 10tkę, ale pompowany z nowiuśkiej pompy B-Day 2.0 przypomniał mi na szczęście po co przyszedłem. Poczekałem grzecznie na swoją kolej i akurat zdążyłem odebrać wyczekane szkło z urodzinowym specjałem, gdy zza baru wyjechały torty urodzinowe.






















Po tradycyjnym, nieco już niemrawym "sto lat" (dobrze, że tak późno przyjechałem) i obfotografowaniu wszystkiego i wszystkich przez masy fotoreporterów (podobno były też zakamuflowane ekipy Wyborczej, Faktu oraz Miesięcznika Działkowca), każdy mógł sprawdzić, czy torty zostały dobrze zfoodpairowane z urodzinową piwną premierą. Pasowały jak ulał. Poza tym jak nie lubię tortów, to ten wyjątkowo mi podszedł. Najwyraźniej podobnie jak innym gościom, bo po 20 minutach można było już w zasadzie tylko wylizać łopatkę do nakładania (i też nie wiem, czy ktoś już się do niej nie dorwał w tym czasie).

Posilony podkładem mięsnym i deserowym, wraz z ekipą Piwnej Zwrotnicy oraz lokalnymi posiłkami z Łodzi, rozpoczęliśmy degustację specjałów podłączonych na kranach (i pompach).

Przewrót Mleczny B-Day 2.0

W zeszłym roku (to było dopiero rok temu?), urodzinowe piwo AleBrowaru, Pinty i Piwoteki Narodowej było w stylu mniej pasujący do tortu, czyli Weizen IPA. W tym roku otrzymaliśmy double chocolate milk stout, leżakowany z dodatkiem 100kg ziaren ekwadorskiego kakaowca. Powstała również okolicznościowa czekolada wyprodukowana przez Manufakturę Czekolady z użyciem tego samego ziarna kakaowca (nie tego z cichej, tylko z tego samego Ekwadoru).

Sam B-Day 2.0 serwowany był zarówno z pompy jak i kranu. Innych rzeczy do spróbowania było co nie miara, zdecydowałem się zatem wyłącznie wersję pompowaną. I jeżeli macie taką możliwość, bierzcie B-Day'a 2.0 właśnie z pompy - pianę można jeść łyżką, a piwo jest niesamowicie kremowe. Pije się bardzo przyjemnie, a jak na double milk stout nie jest wcale ani za słodkie ani zapychające. Brakuje w nim bardziej zdecydowanej czekoladowości, zarówno w zapachu jak i smaku. Można by powiedzieć, że to taka Sweet Cow na sterydach.

Zeus Imperial IPA z Browaru Olimp

Po pochodzie mniej znacznych bogów i herosów, dostajemy w końcu pana na Olimpie - Zeusa. Nie mogło być inaczej, skoro jego brat Hades został RISem, to Zeus mógł być tylko w jedynym słusznym "jasnym" stylu - Imperial India Pale Ale. Jak to przystało na miotającego piorunami podrywacza z grackiej mitologii, samo piwo jest raczej wagi ciężkiej (chociaż nie aż tak ciężkiej jak Hades). Fajnie, że w końcu Olimp wypuścił firmowe szło, można było podziwiać majestat króla bogów w obrandownym shakerze. Piana na piwie trzyma się jak na solidnie wzburzonym przez Posejdona morzu. W zapachu jak na IIPA trochę biednie, ale są owoce tropikalne i nieco żywicy, a i wad żadnych nie wyczułem. W smaku jest już lepiej, podbudowa słodowa nieźle skontrowana żywiczno-cytrusową goryczką (z jak by inaczej... chmielu Zeus). Pije się dobrze, nie zapycha, jak na imperial IPA wszystko na miejscu, natomiast szału specjalnego nie ma.

Samiec Alfa z Browaru Artezan

Odkąd browar Artezan zaczął lać praktycznie wszystko do kegów (oprócz sporadycznych butelek dla wybrańców), piwa spod znaku kolorowego jeża ciężko mi złapać w Łodzi. Warszawa wypija ostatnio lwią część ich wypustów, dlatego cieszy, gdy do Łodzi jakieś niedobitki dotrą. Kilka miesięcy temu, leżakował sobie w Artezanie RIS w beczce po burbonie. Niestety zepsuł się i poszedł do kanału. Tym razem, najwidoczniej żeby zminimalizować możliwość zakażenia, zamiast RISa do beczki, dodano beczkę do RISa (w postaci płatków z beczki po burbonie). Nadało mu to aromatów waniliowych, ale burbon jest tutaj praktycznie niewyczuwalny. Piwo jest niesamowicie gładkie i ułożone. Dominuje czekolada, przez waniliowe zapachy sprawiająca wrażenie mlecznej. Samiec Alfa rozgrzewa, ale alkohol jest bardzo dobrze schowane. Nie można powiedzieć, że jest mocno pijalne, bo moc smaków z 24,3% ekstraktu robi swoje. Całość jest smaczna i zdecydowanie warto go spróbować. Tylko nazwa, jak na takie ułożone i harmonijne piwo, ma się nijak. Bardziej przypomina mi ono wielkiego i potężnego, lecz łagodnego psa, który może co najwyżej zalizać na śmierć ;)

Oprócz tego, obrodziło innymi nowościami. Premiery z Ninkasi już piłem, więc chociaż to odpadło. Dobrze, że oprócz mocnego uderzenia (skusiłem się jeszcze na małego Hadesa z butelki i łyka Mr Harda od Piwnej Zwrotnicy), można było przepić również czymś lżejszym np. Jurajskim z Ostropestem czy nieocenionym w takich sytuacjach Smoked Cracow z Pracowni Piwa. Nie bez znaczenia dla ogólnego samopoczucia były również serwowane na miejscu tradycyjne piwotekowe tosty z salami ;)

I tak posilony dobrym piwem, urodzinowym nastrojem oraz tostem z salami, postanowiłem nie powtarzać błędu z urodzin Dziadka Mroza i o przyzwoitej godzinie oddaliłem się w bezpiecznym kierunku osiedla mieszkaniowego Dąbrowa, dzięki czemu tekst miał szansę powstać dzisiaj. I o dziwo, pomimo niedawnego zakupu Rayman Legends i niesłabnącej ostatnio fascynacji trybem Ultimate Team w Fifie, nawet się udało.

sobota, 21 grudnia 2013

Imperator Bałtycki z browaru Pinta

Imperator Bałtycki | Pinta | Butelka
Imperator Bałtycki
Piwo w stylu imperialny porter, dolnej fermentacji, pasteryzowane
Producent: browar Pinta (niewątpliwie na zlecenie Imperium Galaktycznego)
Ekstrakt 24,7°, alk. 9,1% obj., IBU: 109
Cena: 8,70zł (piwoteka.pl)
Skład: słody Weyermann® monachijski typ I, pilzneński, jęczmienny diastatyczny, wiedeński, Caramunich® typ III, Caraaroma®, Carafa® Special Typ I; ekstrakt słodowy (bo zakładam, że nie sodowy ;)), cukier; chmiele: Amarillo®, Ahtanum®, Centennial, El Dorado®, Mosaic™, Zeus; Drożdże Saflager W 34/70.

Szczodrym sponsorem poniższego wpisu jest Imperium Galaktyczne.

Pinta zapędy imperialne ma już od dawna. Chociażby świetne Imperium Atakuje potwierdzało ich pretensje do tytułu. Natomiast do tej pory wszelkie laury w odległej prowincji galaktyki jaką jest Polska, zgarniał (nie)zwykły pirat z wiosłem zamiast ręki. Co prawda w tym roku rzucił już wioślarzowi w twarz pancerną rękawicę niejaki Dziełak Czesław swoim świetnym Grand Prix i (nieco mniej aromatycznym, ale z kolei bardziej obezwładniającym) Grand Championem 2013, ale były wątpliwości co do wyniku tegorocznej gry o tron. Pinta postanowiła dołączyć się do wyścigu rzutem na taśmę i wypuścić swojego mocarza na koniec roku.

Imperatora polali do butelek 0,33l - przy Mocy którą Imperator dysponuje, to bardzo dobre posunięcie. Etykieta wybitnie Pintowa, dobrze opisana tym razem metalizowana. Szpiedzy Imperialni musieli maczać palce w samym projekcie, koło sterowe wybitnie przypomina symbol władzy imperialnej. Piwo opisane jak zwykle solidnie, nie pozostaje wątpliwości co do zawartości (chociaż może być ona mimo to, lekkim zaskoczeniem).

Imperator Bałtycki | Pinta | Szklanka

Dedykowane szkło pozwala podziwiać piękno tego czarnego jak serce Imperatora trunku. Obfita i drobno-pęcherzykowa piana trzyma się bardzo dzielnie - nie to co zastępy rebelianckiej hołoty pod naporem kilku elitarnych jednostek stormtrooperów. Pod światło widać piękne rubinowe refleksy, nieco ciemniejsze niż soczysta czerwień miecza świetlnego Lorda Vadera.

W zapachu gorzka czekolada i kawa, ale również żywica i lekkie cytrusy. Alkohol jest zakamuflowany jak Bothańscy szpiedzy wykradający plany drugiej Gwiazdy Śmierci - wykrywamy go, gdy już jest za późno. Po pierwszym łyku zapiera dech w piersiach jak gdybyście dostąpili zaszczytu bycia duszonymi Mocą przez samego Imperatora. Mamy tutaj wszystko co mieliśmy w zapachu, tylko jeszcze bardziej intensywnie. Czekolada, kawa, lekka słodycz kontrowana przez bardzo umiejętnie balansującą ją (wyraźnie amerykańską, ale niezbyt natarczywą) goryczkę. Pomimo potężnego ekstraktu i deklarowanego 109 IBU, imperialny trunek jest bardzo wyważony i pijalny. I to nie prawda, że Imperator jest zdradliwy, to tylko kłamliwa propaganda rebelianckiego ścierwa. Trzeba po prostu pamiętać o jego Mocy. Inaczej może zwalić z nóg niczym błyskawice wprawnego adepta Ciemnej Strony.

Ocena: 5/5

Dzięki Pincie mamy nareszcie piwo, którym możemy wznosić toasty za zdrowie jedynego słusznego władcy galaktyki. Jest to pozycja absolutnie obowiązkowa do spróbowania dla każdego miłośnika piwa i wiernego poddanego Imperium. Nie jest to oczywiście klasyczny porter bałtycki, ale to już browar wcześniej zapowiadał. Ja w żaden sposób rozczarowany tym faktem nie jestem, mamy w końcu na rynku dostępnych wiele doskonałych klasycznych bałtyckich porterów. Czy będzie to piwo roku? Sądzę, że służby Imperialne dołożą wszelkich starań, żeby tak właśnie się stało.

piątek, 14 czerwca 2013

Odsiecz Wiedeńska z browaru Pinta

Gryglas

Odsiecz Wiedeńska to jedno z tych piw Pinty, które dosyć rzadko gościło do tej pory w moim szkle. Wypiłem kiedyś, raz czy dwa, ale nie wywarło na mnie żadnego zapadającego w pamięć wrażenia. Jest jeszcze teoria, że ze względu na podobieństwo do Ogni Szczęścia mogłem je kiedyś pomylić - ale to już wina opakowań Pinty ;)

Przechodząc obok mojego najbliższego monopolowego, gdzie wyboru powalającego nie mam, postanowiłem wziąć coś gaszącego pragnienie, ale niezbyt ciężkiego. Patrzę, jest Odsiecz Wiedeńska, dawno nie piłem, zobaczę czy coś się zmieniło i wrzucę na bloga, będzie odbębnione.

Na pierwszy rzut oka, jedna z najnudniejszych etykiet Pinty - jak się przyjrzeć z bliska, to są tam co prawda skrzydła husarskie, ale trzeba mieć wzrok jak sokół na ukraińskim stepie, żeby te skrzydła dojrzeć w sklepie na półce. Dla przeciętnego nielatającego zjadacza chleba prosta etykieta z nazwą i logiem Pinty. To już chyba wolę dawną etykietę Odsieczy Wiedeńskiej gdzie pintowa dziewczyna siedzi w zbroi i z piwem na tle husarii (tylko czemu ona ma tam obok siebie pełny hełm rycerza średniowiecznego?!). Niemniej jednak nowa pasuje kolorystycznie do wiedeńskiego lagera.

Piwo w stylu Vienna Lager, dolnej fermentacji
Producent: Pinta (Browar na Jurze)
Ekstrakt 13,1%, alk. 4,9% obj.
Cena: 5,90zł
Skład: woda, słody Wayermann®: wiedeński, monachijski (II), Caramunich® (I), melanoidynowy, chmiele:  Hallertauer Mittelfruh (DE), Tradition (DE); drożdże Saflager W 34/70.

Przy okazji - albo się ktoś walnął na obecnej etykiecie, albo w międzyczasie zostały zmienione proporcje chmieli. W pierwszych wersjach i na stronie piwo posiada mniejszą ilość Hallertauer Mittelfruh niż Tradition (ten drugi jest wymieniony jako pierwszy, czyli jest niby go więcej w składzie).


Po nalaniu formuje się dość obfita beżowa piana. Po chwili robią się w niej trochę dziury, nie jest kremowa jak napisane na opakowaniu. Opada do dość obfitego kożuszka, który ładnie krążkuje na szkle i zostaje w zasadzie do końca picia. Kolor jest bursztynowy, wpadający w czerwień, piwo jest klarowne.

W zapachu głównie słodowość i nuty karmelowe. Po chwili dochodzi jeszcze przyjemny klasyczny chmiel, ale nie jest mocno dominujący. Jest bardzo poprawnie, nie wyczuwam tutaj żadnych nieprzyjemnych aromatów, nawet po lekkim ogrzaniu. Bardzo miło się je wącha, w przeciwieństwie do większości lagerów na rynku.

Smak mnie pozytywnie zaskoczył. Jest to bardzo przyjemny lager: nie jest ani przesadnie zapychający ani przesadnie wodnisty - jest akurat. Bardzo dobre wrażenie robi też goryczka, nie spodziewałem się, że będzie aż tak konkretna. Jest może trochę tępa na sam koniec, ale chyba już szukam dziury w całym. Wysycenie jest odpowiednie. Piwo jest fantastycznie pijalne, nie zauważyłem, kiedy opróżniłem szkło. A miałem ochotę na kolejnego łyka ;)

Ocena: 4,5/5

Jak dla mnie jedno z bardziej niedocenianych piw z Pinty. Jest to świetnie ułożone piwo. Widać, że popracowano nad nim już trochę od nowości. Zastanawiam się, czy faktycznie zmieniono proporcje chmieli w stosunku do pierwszych wersji, tłumaczyłoby to być może zmianę goryczki na bardziej wyrazistą i godną zapamiętania. Również, przyznam się bez bicia, jest szansa, że ze względu na etykietę, pomyliłem Odsiecz z Ogniami Szczęścia.

Jeżeli znudziliście się już trochę amerykańskim chmielem i chcecie napić się porządnego lagera, to zdecydowanie polecam. Na lato będzie rewelacyjnie gasić pragnienie, a też nie sponiewiera jakoś przesadnie, co zdecydowanie zaliczam na plus. Odsiecz Wiedeńska jest świetnie pijalna, wchodzi jak szarża husarii pod wiedniem w tureckie szeregi ;) W moim szkle gościła do tej pory zdecydowanie za rzadko, ma szansę się to teraz zmienić. Na 12 września co roku pozycja wręcz obowiązkowa ;)

A dla wszystkich, którzy nie wiedzą co wydarzyło się 12 września kilkaset lat temu, mała graficzna podpowiedź od mistrza Matejki:

czwartek, 30 maja 2013

Oto Mata IPA z browaru Pinta

Gryglas 

Oto Mata IPA | Pinta | ButelkaNa lato, a w zasadzie na późną wiosnę, bo piwo miało już premierę jakiś czas temu, Pinta postanowiła wypuścić pierwsze w Polsce piwo z dodatkiem ryżu. Udało im się rzutem na taśmę, bo niedługo później Kompania Piwowarska ogłosiła wypuszczenie Książęcego Ryżowego, a biorąc pod uwagę procedury przy wprowadzaniu nowych produktów przez koncernowe molochy, to Kompania wpadła na pomysł przed Pintą.

Pomysł dość ciekawy, bo o ile z ryżem w piwie na polskim rynku można się spotkać (np. Obolon Magnat) to na IPA z ryżem jeszcze się nie targnął. I nie jest to wyłącznie symboliczny dodatek (we wspomnianym Obolonie ze składu wynika, że jest go mniej niż chmielu), płatki ryżowe w piwie Pinty stanowią 25% zasypu. Ich obecność ma w założeniu stworzyć piwo bardziej wytrawne w smaku, jak również rozjaśnić piwo.

Opakowanie mocno Pintowe w charakterze, nawet bardziej wyraziste od pozostałych piw, flaga Japonii dominuje nad innymi etykietami stojąc obok na półce. Co do nazwy, to na polski rynek świetna, liternictwo z JPA też. Fajnym dodatkiem jest opis piwa na etykiecie po japońsku. Natomiast jak mieli okazje przekonać się podczas wycieczki do Japonii przedstawiciele Pinty, trzeba uważnie dobierać nazwy. Sam sprawdziłem te rewelacje o których wspominali w wywiadzie u Kopyra i faktycznie "oto mata" można przetłumaczyć z japońskiego おと 股  na polski jako "brzmieć krocze" :) "Mata o to" 股 お とbyłoby jeszcze lepsze, bo google translate wypluwa nam piękne hasło "Postaw swoje krocze". Hasło świetne dla środka viagropodobnego ;) Także z nazwami na eksport ostrożnie.

Piwo typu Rice IPA, górnej fermentacji, pasteryzowane
Browar Pinta (Browar na Jurze)
Ekstrakt 14%, alk. 5,2% obj.
Cena: 6,40 zł
Skład: woda, słód Wayermann®  pilzneński premium, płatki ryżowe, słód Cararpils®, chmiele: Pacifica, Simcoe, Mosaic™, Galaxy; drożdże Safale S-04.

Co do składu to wielki żal, że Pinta nie porwała się na użycie chociaż śladowych ilości jakiegoś japońskiego chmielu.

Oto Mata IPA | Pinta

Po nalaniu piana jest średnio obfita, śnieżnobiała, po chwili opada do średniego kożuszka. Ładnie krążkuje i oblepia szkło. Piwo jest klarowne, słomkowe w kolorze.

W zapachu chmielowo, raczej żywicznie niż amerykańsko-cytrusowo, także w stronę chmielania tradycyjnego IPA. Słodów w zasadzie w zapachu nie czuć. Żadnych zapachów ale'owych w zasadzie też nie ma. Przyjemnie, ale nic nie powala.

Oto Mata IPA jest dość wytrawna w smaku, goryczka dzięki temu jest dość wyraźna już od samego początku. I jak dla mnie... to smakuje bardziej jak pils, niż IPA. Co prawda po ogrzaniu dochodzi trochę ciała i słodyczy, ale nadal odczucie jest dość dziwne. Nie mówię, że coś z nim jest nie tak, ale gdyby ktoś dał mi w ciemno mocno schłodzone, nie wiem czy bym nie powiedział, że to nieźle nachmielony pils :) Piwo pije się przyjemnie, wysycenie jest ok, szkło osusza się dosyć szybko.

Ocena: 3,5/5

Brawo dla Pinty za pomysł na piwo z ryżem, brawo za promocję polskiego piwowarstwa w Japonii. Pomysł świetny, ale wykonanie moim zdaniem przeciętne. Jest to na pewno coś wartego spróbowania, ale szczerze wróciłem do tego piwa głównie dlatego, żeby napisać tego posta. Nie jest to złe piwo, wręcz przeciwnie jest świetnie pijalne i odświeżające. Jak dla mnie niestety dzieje się tutaj za mało żeby płacić za nie tyle co za np. Atak Chmielu. Może kiedyś wrócę do wersji beczkowej, żeby zobaczyć czy się czymś różni, ale tylko z czystej ciekawości. I nie obstawiam, żeby Oto Mata IPA na stałe zagościła w moim piwnym menu.

wtorek, 21 maja 2013

B-Day Lądowanie w Bawarii czyli Piwoteka Narodowa, Pinta i AleBrowar warzą na urodziny.

Gryglas

Alianci wylądowali w Bawarii! Urodzinowo i z wielkim hukiem. Piwoteka Narodowa, AleBrowar i Pinta postanowili uwarzyć z okazji mniej więcej wspólnych urodzin wspólne piwo.

Inicjatywa o tyle słuszna, że zamiast iść na noże, dwa najistotniejsze obecnie "rzemieślnicze browary" i jeden z najlepszych multitapów w Polsce, potrafią się w przyjemnej atmosferze dogadać i uwarzyć coś fajnego razem. Piwo było warzone w Browarze na Jurze, czyli gościła Pinta, ona też zapewniała słód, AleBrowar przywiózł chmiele, a Piwoteka zainspirowała stylem, w którym miało być przygotowane.

B-Day Lądowanie w Bawarii czyli nawiązanie zarówno do urodzin (B-Day), lądowania w Normandii (D-Day) oraz niecodziennego stylu piwa (Bawaria). Styl to Weizen IPA, więc lądowanie amerykańskich chmieli w bawarskim piwie. Trzeba przyznać, bardzo zgrabnie ujęte ;)

Na premierę do Piwoteki Narodowej piwo dotarło niestety z opóźnieniem (jeżeli chcecie mieć przesyłki paletowe na czas, omijajcie JAS-FBG szerokim łukiem ;) ), a niestety nie dane było mi spróbować go w weekend. Na Festiwalu Dobrego Piwa było, zdaje się, bez opóźnień, ale tam Pinta i AleBrowar same dowoziły. W poniedziałek pojawiło się również w kilku punktach w Łodzi, także udało się złapać i ustosunkować się do zapowiadającego się ciekawie kooperacyjnego eksperymentu.

Piwo było warzone na Jurze, więc butelka z dużą dozą prawdopodobieństwa Pintowa, można to poznać po trzymającej się jak Pucek nogi Mikołaja etykiecie. Projekt sam w sobie ani Pintowy ani AleBrowarowy, ale wyszło bardzo fajnie z interesującymi elementami militarystycznymi (odłamkowy granat chmielowy, kot kreskowy na naboju, różowo-fioletowe moro). 

Piwo typu Weizen IPA, górnej fermentacji, pasteryzowane, filtrowane
Ekstrakt 13,1%, alk. 5% obj.
Cena: 6,70zł
Skład: słody Weyermann®: pilzneński, pszeniczny jasny, pszeniczny ciemny, Carared®, Caraaroma®, Carawheat®, pszeniczny czekoladowy, melanoidynowy; chmiele: Citra, Cascade, Centennial; drożdże Safbrew WB-06.


Po przelaniu do szkła piana jest dość ładna. Drobne pęcherzyki nie poddają szybko swoich pozycji i piana utrzymuje się dość solidnie, ładnie krążkując na szkle. Ale tutaj nie spodziewałem się niczego innego. Piwo ma bardzo ciemny kolor, natomiast jest klarowne. Stąd wniosek, że raczej powinno być nazwane np. Kristallweizen Amber Ale, bo ani nie jest mętne jak zwykły weizen, ani jasne jak IPA w amerykańskim wydaniu (czy jakikolwiek hefe-weizen).

W zapachu prawdziwa bomba! Goździki i banany od wizenowych drożdży walczą z cytrusami z Citry, Cascade'a i Centenniala (chyba faktycznie najbardziej czuć Citrę, której w składzie jest najwięcej). W tle bitwy nieśmiało przebija się jeszcze słodowość, ale zostaje zostaje zgnieciona przez pozostałe aromaty niczym Francuzi przez Blitzkrieg.

W smaku jest też świetnie, smaki dość typowe dla weizena połączone z aleowym posmakiem i goryczką z amerykańskich chmieli. Raczej więcej ale'a niż weizena, jest dość lekkie (13,1% ekstraktu), przez co goryczka jest odczuwana bardzo solidnie. Piwo może nie jest przesadnie ułożone, jak na bombę urodzinową przystało, ale pije się przyjemnie, więc szkło opróżnia się ochoczo i w dość szybkim tempie. I chce się jeszcze wypić jedno, piwo jest bardzo mocno pijalne (o ile ktoś jest w stanie znieść porządną goryczkę).

Ocena: 5/5

Bardzo zacna inicjatywa i wyszło z niej bardzo zacne piwo! Wiem, że można się przyczepić, że mało ułożone, że mogłoby być trochę więcej ekstraktu itp. itd. Ale mnie smakuje i nie mam się za bardzo do czego przyczepić. Na pewno jest to piwo, którego trzeba spróbować, bo mogą, bo go więcej nie uwarzyć. Zapasy są ograniczone, a sam mam zamiar je jeszcze bardziej ograniczyć, jeżeli uda mi się złapać jeszcze gdzieś kilka butelek, czego i Wam życzę.

Jaco

B-day jest piwem bardzo dobrym, chociaż z weizena jest w nim niewiele. W zapachu faktycznie można wyczuć delikatne goździki, ale w smaku jest praktycznie niewyczuwalny. Smak podsumowałbym raczej jako słodko-goryczkowy. Jest bardziej ale'owy niż inne IPY, ale równie mocno dochmielony.

Ocena: 5/5

niedziela, 19 maja 2013

Atak Chmielu z Browaru Pinta

Gryglas

Atak Chmielu - butelkaDługo się zbierałem do recenzji piwa, które tak naprawdę zapoczątkowało moją osobistą piwną rewolucję. Przejście od korpo "jasnych pełnych" w przeróżnych wersjach, przez niepasteryzowane Żywe z Ambera,  do okazjonalnego pszenicznego było już wydarzeniem ("Co ty Lecha pijesz? Pije się tylko niepasteryzowane!"). Później marcowe z Bierhalle w Łodzi, koźlak z Ambera, Browar Kormoran, wszystkie one pozostawiły swoje niezapomniane przeżycia. Ale nic w sumie nie zapowiadało takiej zmiany, jak niepozorne piwo z dziewczyną uzbrojoną w procę na etykiecie.

Ponad rok temu, wchodząc do swojego osiedlowego sklepiku zauważyłem na półce dość osobliwe piwo. Etykieta dość chałupnicza, a cena z kosmosu (już dokładnie nie pamiętam, ale było to chyba najdroższe piwo jakie stało na półce). Nazwa też jakaś taka dziwna, "Atak Chmielu", browaru nie znam. Pytam sprzedawczynię co to? Dostaję informację, że przywieźli jakąś nowość, ale jeden klient jak tylko zobaczył, że jest, od razu się ucieszył i wziął cztery. W sumie ok, zaryzykować można.

Poszedłem do domu, przelałem do szkła, napiłem się... i jak bym dostał w łeb kilkukilogramowym workiem chmielu. Piłem mocno schłodzone, w temperaturze "łupie w zębach", jak to od zawsze uczyły nas koncerny. Goryczka prawie w ogóle nie była kontrowana, było cholernie gorzkie, jak na ówczesne moje standardy. Chwilę postało, ogrzało się, napiłem się jeszcze raz i tak niestety się to wszystko zaczęło.

I od tej pory tanio nie jest, oooooj nie jest :) A jak "Atak Chmielu" broni się dzisiaj?

Od tego czasu zmianie uległy przede wszystkim etykiety Pinty. Pintowa dziewczyna w różnych sytuacjach ustąpiła bardziej minimalistycznym etykietom, moim zdaniem na zdecydowany plus. Każda odróżnia się kolorem i subtelną grafiką w tle oraz nie wygląda jak by narysował ją kumpel z liceum za skrzynkę piwa :) Oczywiście dziewczę Pinty miało swój urok, ale obecne wyglądają o niebo lepiej jak na piwo za 6-7zł. Co zapowiada etykieta? Skład: słody Weyermann®: pale ale, melanoidynowy, Carahell®, Carapils®, chmiele (USA): Citra, Simcoe, Cascade, Amarillo. drożdże Safale US-05.

Piwo typu American India Pale Ale, górnej fermentacji
Ekstrakt 15,1%, alk. 6,1% obj.
Cena: około 6-7zł

Atak Chmielu wygląd

Po przelaniu do szklanki, beżowa, drobnopęcherzykowa piana pojawia się dość obficie i trzyma się bardzo dzielnie. Zostaje z nami w zasadzie do końca ładnie krążkując w szkle. Kolor nie jest typowy dla AIPA, jest ciemnobursztynowe, nawet wpadające w brąz. Nie ma opalizacji, jest klarowne.

W zapachu zdecydowane nuty cytrusowe i owoce tropikalne, jest też odrobina żywiczności. Zapach jest świetny, obezwładniający, bezkompromisowy. To samo w smaku, Atak Chmielu wali człowieka po kubkach smakowych od samego początku. Podbudowa słodowa jest dużo mniejsza niż np. w Rowing Jacku, stąd efekt goryczki jest dużo bardziej wyraźny. Goryczka jest mniej ułożona, bardziej ściągająca i żywiczna. Wysycenie nie jest zbyt duże, pije się bardzo dobrze (jeżeli ktoś zniesie goryczkę).

Ocena: 5/5

Jak się broni Atak Chmielu po tych wszystkich IPAch które piłem? Mocno się broni. Nie wiem czy jest to kwestia sentymentu, czy faktycznie smaku. Nie jest to piwo dla każdego, nie jest przystępne, nie jest ułożone. Ale nie ma takie być! Ma człowieka skopać chmielem od początku do końca picia! I takie właśnie jest. Jest to piwo, które można kochać albo nienawidzić, ale na pewno trzeba spróbować.

Jaco

Jest to niewątpliwie piwo z górnej półki, nie tylko cenowej :P Bardzo mocno chmielowy zapach, kolor zbliżony do piw typu ale, piana gęsta, osadzająca się na ściankach. Pierwszy łyk faktycznie powala goryczką, ale też swoistą świeżością (jakby trochę cytrusową). Doskonałe do powolnego smakowania - nie da się szybko wypić Atak Chmielu (i byłoby trochę szkoda). Ocena zdecydowanie maksymalna, ale ... chyba jednak wolę Rowing Jacka Ale Browaru. Wydaje się być on treściwszy i goryczka jest jakby bardziej przyjazna.

Ocena: 5/5

A najlepszym podsumowaniem niech będzie to zdjęcie, nadesłane na foto konkurs Pinty w 2012 ;)

Autor: Daniel Dobryniewski

środa, 20 marca 2013

Dobry Wieczór z Browaru Pinta

Dobry Wieczór | Pinta | Butelka

Gryglas

Z okazji niedawno obchodzonego Dnia Świętego Patryka, oprócz Guinnessa Original, postanowiłem przetestować dla Was stout z naszego rodzimego podwórka. Wybór padł na Dobry Wieczór z Pinty.

Na dzień dobry (właściwie na dobry wieczór) wita nas etykieta typowo Pintowa - ładna, minimalistyczna, solidnie opisana. Przy okazji u fana ciężkiego metalu, czarny kolor etykiety dodaje +10 do zajebistości ;) Piwo wcześniej nazywało się Wesołych Świąt i zostało przez Pintę uwarzone na święta 2011. Zmiana nazwy, z dużą dozą prawdopodobieństwa, została podyktowana chęcią sprzedaży nie tylko w sezonie świątecznym :)

Dobry Wieczór to stout owsiany, czyli do słodów w zasypie został dodany również owies (w tym przypadku w formie płatków owsianych). Powoduje on, że piwo jest dużo treściwsze, słodsze i gładsze w smaku niż zwykły stout.

Skład: słody Weyermann®: pale ale, Caramunich® (II), Caraaroma® (II), Carafa® (I), płatki owsiane; chmiel East Kent Golding (UK), drożdże Safale US-04.
Ekstrakt: 13,1% wag., alk. 4,5% obj.
Cena: 5,80 zł (Piwoteka w Łodzi)

Po nalaniu ukazuje się nam bardzo ładna drobna piana w kolorze kawy z mlekiem. Utrzymuje się dość długo i ładnie oblepia szło (to pewnie trochę zasługa płatków owsianych, nadających lekkiej kleistości). Kolor ciemny, prawie idealnie czarny, dopiero pod mocne światło pojawiają na obrzeżach szklanki bardzo nikłe brązowe refleksy. W zapachu zdecydowana kawa, palonka i gorzka czekolada.

To co czuć w zapachu, czuć i również po spróbowaniu. Na początku kawa pomieszana z solidną gorzką czekoladą (taką powyżej 90% kakao, czyli najlepszą). Po kilku łykach dochodzi solidna goryczka, która zostaje z nami dość długo. Piwo jest raczej wytrawne niż słodkie, jeżeli ktoś jadł wysoko procentową czekoladę, to będzie widział o co chodzi. Piwo pije się przyjemnie do ostatniego łyku, nie jest ani zbyt wodniste, ani przesadnie zapychające.

Podsumowując jest to dużo ciekawsza propozycja w stosunku do np. Guinness Draught, czy nawet Guinness Original, a cenowo wychodzi nawet taniej (co w przypadku piw Pinty jest miłym zaskoczeniem). Jeżeli szukacie ciekawego i w miarę dostępnego stoutu (dystrybucyjnie i smakowo), to z czystym sumieniem mogę polecić Dobry Wieczór. Nie miałem okazji kosztować do tej pory innych stoutów owsianych, ale jak dla mnie, nie ma się w zasadzie do czego przyczepić w tym piwie :)

Ocena: 5/5


Dobry Wieczór | Pinta | Szklanka

Dobry Wieczór | Pinta | Piana

 
Blog jest wyłącznie dla osób pełnoletnich. Czy masz skończone 18 lat?

TAK NIE
Oceń blog