Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwa premium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwa premium. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 czerwca 2013

Podróże Kormorana American IPA z Browaru Kormoran


Gryglas

Podróże Kormorana AIPA | butelkaNiedawno burzą wśród blogów i innych mediów piwnych przeszła wiadomość, że Browar Kormoran będzie warzył IPA. W sumie była to rzecz w zasadzie nieunikniona biorąc pod uwagę to, że Podróże Kormorana są idealną serią, żeby IPA w niej odpalić. Co ciekawe nie jest to brytyjska wersja, a od razu rzut na szerokie wody i amerykańska wersja (AIPA), czyli Kormoran stawia na ciekawe chmielenie.

Może i jest to posunięcie mało oryginalne i podyktowane tym co się na rynku obecnie dzieje (Amerykański chmiel? Jeszcze więcej amerykańskiego chmielu!), ale i tak brawa za decyzję. Browar regionalny nie decyduje się na kolejne miodowe, niefiltrowane, nieutrwalane, czy piwo "dla tych co się znają", ale widzi co święci triumfy wśród już trochę bardziej zaprawionych w bojach piwoszy i reaguje na to jak najbardziej poprawnie.

Testowana sztuka dorwana podczas piątkowej premiery w Piwotece Narodowej (razem z premierą Miedzianej Dziewicy), natomiast na spotkanie z przedstawicielami browaru już się nie załapałem. No cóż, kto późno przychodzi, ten nie ma kołaczy, czy jakoś tak. Piłem na miejscu, ale zabrałem też jedno do domu żeby sprawdzić jak wersja butelkowa. Już na wstępie cena wydaje się za wysoka - prawie 8zł to tyle samo co Imperium Atakuje, natomiast Rowing Jack i Atak Chmielu są już dużo tańsze (można dostać za 6,40zł).

Jak już wspominałem przy weizenbocku z Podróży - mnie szata graficzna etykiet całej linii nie zachwyca. Obawiam się również, że teraz gdy będą dwa piwa z tej linii w sklepach, przy samoobsłudze mogą następować pomyłki. Etykiety różnią się dość nieznacznie: zmienia się tło "pocztówki" pod podróżnikiem i mały napis pod Podróże Kormorana, kapsel jest ten sam.

Piwo w stylu American India Pale Ale, niefiltrowane, górnej fermentacji, warzone tradycyjnie (cokolwiek to znaczy)
Producent: Browar Kormoran (seria Podróże Kormorana)
Ekstrakt 16%, alk. 6% obj.
Goryczka: 85 IBU
Cena: butelka 7,95zł (piwoteka.pl)
Skład: woda, słody jęczmienne; słód pszeniczny; chmiele: Cascade, Chinook, Citra, Centennial, Mosaic; drożdże.

Podróże Kormoran AIPA jest ponoć siedmiokrotnie chmielone: na zacier, brzeczka przednia, 4 dawki do kotła warzelnego oraz chmielenie na zimno. Nie chcę się tu wymądrzać, ale zastanawiam się co ma dać chmielenie zacieru i brzeczki przedniej? Niby jest szansa, że to na goryczkę, ale chyba jednak alfakwasy dające goryczkę z chmielu uwalniają się do roztworu w wyższych temperaturach niż są przy zacieraniu, a aromaty ulotnią się w wysokiej temperaturze podczas chmielenia na goryczkę w kotle warzelnym. Więc albo placebo, albo zalecenie z działu marketingu, żeby można było się tym pochwalić tym na etykiecie. Albo się nie znam ;)

Podróże Kormorana AIPA

Po nalaniu ukazuje się dość obfita piana, opadająca do mocno trzymającego się do końca kożuszka, ładnie oblepia szkło. W kolorze bursztynowe, mocno opalizujące. Mnie się nalało jeszcze trochę za bardzo z osadem, wydaje mi się, że są też drobinki chmielu z chmielenia na zimno. W wersji lanej z kega w Piwotece było bardziej klarownie, ale też raczej nieprzezroczyście.

W zapachu jest bardzo przyjemnie, głównie nuty owoców tropikalnych, żywicy, również trochę cytrusów. Ale jak na tak świeże piwo i tyle chmielenia ile zachwala etykieta to mogłoby być intensywniej.

Chmiel którego nie czuć w zapachu pojawia się zdecydowanie w smaku! Goryczka jest potężna, żywiczna, lekko również grapefruitowa, na koniec robi się trochę trawiasta i ściągająca. Jest nieźle skontrowana pełnią słodową, ale piwo idzie bardziej w stronę Ataku Chmielu niż ułożenia jak w Rowing Jacku. Na koniec 85 IBU robi się nieco męczące jak na zwykłe AIPA. Wysycenie jest bardzo dobre, nie przeszkadza w piciu.

Ocena: 4,25/5

Brawa dla Kormorana za decyzję, wykonanie wyszło też nieźle. Wrażenie robi bardzo pozytywne, na pewno wrócę do niego jeszcze w tej warce i w następnych, żeby sprawdzić co zmienili. Nareszcie jest szansa, że będziemy mieli na rynku w miarę dostępne AIPA, które można dostać bez czekania przez miesiąc-dwa, jeżeli się przegapiło akurat dostawę Rowing Jacka do sklepu. Odstrasza niestety trochę cena, bo za 8 zyli, jeżeli będę miał wybór, prawdopodobnie wezmę coś innego do sesyjnego IPApicia.

Natomiast w podsumowaniu jeszcze muszę zrugać Kormorana za zestaw ze szklanką. No przecież to jest jawna kpina, żeby dawać szkło od weizena w zestawie z AIPA. Mam wrażenie, że chcieli pojechać po kosztach i zostało im jeszcze szkło z poprzedniej Podróży Kormorana ;) Wstydzić się powinni - takie dobre piwo i takie szkło.

Jaco

Wygląd typowo ale'owy - ciemnobursztynowy, prawie całkowicie nieprzezroczyste. Piana gęsta, puszysta, długo się utrzymuje. Opadając osadza się na ściankach. W zapachu od razu uderza cała gromada różnych chmielów. Najbardziej wyczuwalna - charakterystyczna Citra.

W smaku też mocno królują chmiele, zarówno te o mocnej goryczce, jak i aromatyczne. Ich natężenie podobne do Rowing Jacka. Oprócz chmielów wyczuwalna delikatna słodycz - jak w typowych ale'ach.

Zdecydowanie polecam, z jednym ale - cena Podróży Kormorana niestety nie zachęca do częstszego degustowania tego piwa. A w związku z tym, że smak jest bardzo zbliżony do Rowing Jacka (nie wiem, czy mógłbym je odróżnić), częściej będę sięgał właśnie po niego.

Ocena: 4,5/5

niedziela, 26 maja 2013

Jantar z browaru Herrnbräu


Alk. 5,6%
Piwo jasne, niepasteryzowane, filtrowane

Cena: ok 5,0 zł

Jaco

Będąc ostatnio w Almie natrafiłem na piwo, którego tam chyba wcześniej nie widziałem: Jantar z niemieckiego browaru Herrnbräu w Inglostadt importowany przez hurtownię Martin. Etykieta wydała się atrakcyjna, więc wziąłem (chociaż irytujące są hasła takie jak "Naturalny smak" czy "warzone z naturalnych składników" - a z czego ma być warzone?).

Wizualnie dosyć jasny, bardzo klarowny. Piana wysoka, z dużymi pęcherzykami, opadając osadza się na ściankach. W zapachu czuć przede wszystkim słody i trochę goryczki.

W smaku Jantar nie odbiega za bardzo od innych piw tego typu. Czuć słód z delikatną goryczką. Na pewno jest lepszy od polskich korpobrowarów - jest w nim więcej goryczki a mniej kwasu, ale za taką cenę oczekiwałbym czegoś lepszego. Ogólnie nic odkrywczego. Lepiej kupić Perlenbachera z Lidla za połowę tej ceny lub zainwestować w coś z AleBrowaru czy Pinty.

Ocena: 2,5/5

sobota, 11 maja 2013

Rowing Jack z AleBrowaru

Rowing Jack | AleBrowar | butelka
Nadrabiania zaległości na blogu część kolejna. Tym razem z okazji pierwszych urodzin AleBrowaru, jedno z piw, którymi debiutowali rok temu, czyli Rowing Jack. Może nie tak zasłużony dla "polskiej rewolucji" jak czolowy rewolucjonista w osobie Ataku Chmielu, ale Jack również solidnie zmącił wody - niech o tym świadczy tytuł Najlepszego Piwa Roku 2012, które zdobył w plebiscycie browar.biz

Czy można coś odkrywczego jeszcze o tym piwie napisać, czego jeszcze nie wiecie? Pewnie nie. Dlatego nie będziemy się na to specjalnie silić, ale wtrącimy kilka osobistych spostrzeżeń ;)

Jako, że to pierwsze u nas piwo z AleBrowaru (tak wiemy wstyd, wstyd, pijemy często, a recenzji nie ma - nadrabiamy jak możemy), to odniesiemy się do designu etykiet browaru - jedni je uwielbiają, inni zarzucają straszną tandetę. Jak dla nas są świetne, piwa z AleBrowaru wyróżniają się na półkach na tle stonowanych etykiet innych producentów. Koszulki z "pintową dziewczyną" czy jakimkolwiek Kormoranowym designem raczej bym nie założył, natomiast jak dostanę gdzieś Rowing Jackową, założę z dumą, nie tylko na okazję picia piw z AleBrowaru.

Wyróżniają się na półce... o ile się je dostanie. W Łodzi jest poważny problem z zaopatrzeniem w AleBrowarowe piwa, a już z Rowing Jacka w szczególności (ciężko powiedzieć jak jest w innych miastach). Jest przeważnie dostępny w Piwotece, oraz kilku innych punktach w mieście, a jak już dojedzie, to rozchodzi się w oka mgnieniu. Trafiła się taka sytuacja gdzie Winoteka wrzuciła na swój profil info, że przyjechała dostawa AleBrowaru, następnego dnia uchował się jeden Jack i to tylko dlatego, że się gdzieś zawieruszył w lodówce za Amber Boyami :)

Powody takiej dostępności są ponoć dwa - jeden to brak Jacka w hurtowniach. Tutaj akurat za sprawą warzonych ostatnio nowych warek nieco się poprawiło. Na przełomie 2012 i 2013 AleBrowar wyczyścił się z chmielu do IPA i pojawił się problem z dostępnością, także było go baaaaardzo trudno dostać. Drugą kwestią jest to, że piwa, które ma przeciętnie około miesiąca-dwóch terminu ważności oraz kosztuje tyle ile kosztuje, mniejsi sklepikarze po prostu boją się brać. Z Pintą jest trochę lepiej, bo piwa mają tam dłuższy termin przydatności, więc nie ma aż takiego ryzyka. Trochę to nieuzasadnione, bo w zasadzie większości piwo z AleBrowaru schodzi na pniu, pod warunkiem, że sklep ma kilku klientów na highendowe piwa.

Ale trzeba przyznać - idzie ku lepszemu, na majówkę nawet udało nam się zabrać solidny zapas AleBrowarowych trunków. Miejmy nadzieję, że po otworzeniu ich własnego browaru, AleBrowarowy wiosłujący chłopak będzie dostępny na zawołanie. A jak jeszcze zasmakuje ludziom, to będziemy mieli ciągły dostęp do jak najświeższych warek. W tym przypadku można by nawet powiedzieć: pij AIPA póki mocno nachmielone ;)

Jeżeli chodzi o użyte składniki to w zasypie słody Pale Ale, pszeniczny, wiedeński, Carapils. Chmielony wioślarz jest potężnie i różnorodnie: Simcoe, Chinook, Citra, Cascade, Palisade.

Co do parametrów to:

Piwo typu American India Pale Ale, niepasteryzowane, niefiltrowane
Ekstrakt 16%, alk. 6,2%
Goryczka IBU 80 (chociaż ponoć po zmierzeniu wyszło około 70)

Cena: ok 6-7 zł

Rowing Jack | AleBrowar

Po przelaniu do szkła, beżowa piana jest drobna i obfita (tutaj nam się jakoś dziwnie nalała mniejsza niż zazwyczaj). Ładnie krążkuje równiej na szkle, lekki kożuszek nie znika do samego końca picia (wypija się z ostatnim łykiem).

Gryglas
W zapachu powala amerykańskością :) Przede wszystkim nuty cytrusowe, żywiczne, owoce tropikalne - to co tygryski lubią najbardziej. Po pierwszym łyku czuć wyraźną słodowość, ale drugi trzeci to już solidna żywiczno-cytrusowa goryczka. Piwo jest bardziej zrównoważone niż Atak Chmielu, który jest mocno wytrawny, tutaj goryczka jest skontrowana słodową podbudową. Piwo pije się świetnie, ale goryczka powoduje, że nie każdy da radę dwa jedno po drugim.

Przy tej cenie i w miarę poprawiającej się dostępności, jest to jeden z najlepszych amerykańskich IPA na naszym rynku. Ciężko mi się odnieść do niej obiektywnie, bo piwo gości w moim szkle bardzo często i mnie osobiście bardzo smakuje. Czy warto spróbować? Jeżeli kto uważa się za w miarę uświadomionego piwosza, a jeszcze nie próbował Rowing Jacka, to wstyd po calaku ;) Wiosłować do sklepu i zakupić!

Ocena: 5/5!

Jaco
Jest to zdecydowanie jedno z lepszych piw dostępnych w Polsce. Rowing Jack ma charakterystyczny, bardzo chmielowy zapach i smak, nieporównywalny z innymi jasnymi browarami. Jest bardzo treściwy, zdecydowanie wytrawny, ale nie męczący (chociaż wypicie dwóch butelek pod rząd jest ciężkawe). Zaspokoi wymagania nawet najbardziej wymagających smakoszy. Zdecydowanie polecam!

Ocena: 5/5!

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Kormoran Świąteczne... na śnieżną Wielkanoc :)

 
Jako, że za oknem biało i aura kojarzy się bardziej z Bożym Narodzeniem niż Wielkanocą, postanowiliśmy skorzystać z okazji i przetestować jedno z piw, które zostało nam jeszcze od tych teoretycznie bardziej śnieżnych świąt :)

Kormoran Świąteczne to piwo ciemne z dodatkiem przypraw. W składzie goździki, cynamon, cukier, skórka pomarańczy, imbir, ziele angielskie, kardamon i inne aromaty. Jak pisze o nim producent: "Gdybyśmy mieli nazwać je jak inne piwa w naszej ofercie nazywałoby się «Piernik w Piwie»". Jako, że nam wszelkie trunki typu "Wiśnia w Piwie" czy "Śliwka w Piwie" nie za bardzo podchodzą, "Piernik w Piwie" również nie wzbudza specjalnego entuzjazmu. Ot kolejne piwo smakowe, trochę inaczej przyprawione. Na marginesie bardzo chętnie zobaczylibyśmy w tym cyklu "Chmiel w Piwie", ale tą funkcję u Kormorana teoretycznie pełni Jasne Mocno Chmielone.

Jednak nie zrażeni bagażem piw smakowych Kormorana, postanowiliśmy przystąpić do degustacji.

Na pierwszy rzut oka etykieta bardzo ładna, świąteczna. Przypomina nieco świątecznego Tuborga z Danii. Ogólnie śnieg, oświetlony domek, choinka i gwieździsta noc za oknem (to chyba jednak nie Polska - brak świątecznych chmur i błota pośniegowego rozmiękającego akurat na Święta, czyli ogólnie mówiąc tłuczydupy). Dzwoneczek z kokardką, łańcuch i bombka zostały nabyte oddzielnie.

Piwo ciemne korzenne, rozgrzewające
Ekstrakt: 16,5, alkohol: 6,1% alk. obj.
Cena: ok 5,00 zł

Po przelaniu do szkła piana nie jest może zbyt obfita, ale jest ładna, drobna, jasnobeżowa. Utrzymuje się dość długo, ładnie oblepiając szkło. Piwo ma bardzo ładny kolor, jest bardzo ciemno wiśniowe, ale nie aż tak ciemne jak porter.



Gryglas

Po powąchaniu, od razu nokautuje zapach świątecznego piernika. Dużo korzennych przypraw, głównie goździki i imbir, czuć też lekką słodowość (ale ciężko tam wyczuć cokolwiek innego niż piernik). W smaku nie jest zbyt słodkie, pomimo zawartości cukru. Korzenne przyprawy są natomiast dość nachalne. Da się wypić w przeciwieństwie do innych "... w Piwie", ale szczerze powiedziawszy, dobrze, że piliśmy z Jacem na pół, bo całego bym nie zmęczył. A i tak musiałem przepłukać później smak piernika czymś mniej świątecznym.

Jak dla mnie można wypić od święta, ale w tym przypadku dobrze, że Gwiazdka jest raz w roku (wbrew temu co wszyscy w tym roku myślą). Nie przepadam za piernikami, więc może dlatego moja ocena jest dość niska. Jak dla mnie piwo świąteczne, tak jak w Danii, powinno być "wersją bardziej" piwa normalnego, takie "Imperium..." do "Ataku Chmielu". Mnie Kormoran Świąteczne jako piernik w płynie (bo piwa to za bardzo nie przypomina) nie urzeka. Jeżeli lubicie pierniki to może Wam przypaść do gustu, ja zdecydowanie wolałbym sernik i jeżeli już w piwie Kormorana, to raczej popity Porterem Warmińskim.

Ocena: 2/5

Jaco

W smaku i zapachu czuć przede wszystkim słodycz (w składzie jest cukier) oraz imbir i goździki, chociaż nie jest za słodkie. Można podobno je pić zarówno na ciepło, jak i na zimno. Na zimno smakuje właściwie jak napój gazowany. Piwo pije się przyjemnie, chociaż po tych wszystkich dodatkach niewiele zostało ze smaku samego piwa.

Ocena: 3,5/5 za nietypowy smak



sobota, 30 marca 2013

Paulaner Salvator


W związku z końcem Wielkiego Postu postanowiliśmy przetestować piwo, które zakonnikom z browaru Paulaner służyło za "pełny posiłek" w trakcie postów (przynajmniej tak twierdzi oficjalna strona Paulanera). Po przejrzeniu kilku dodatkowych źródeł, okazuje się, że browaru nie założyli, jak myślą wszyscy Paulini, a Bracia św Franciszka z Paoli. I właśnie prawdopodobnie od miasta we Włoszech, a nie od Paulinów pochodzi nazwa tego browaru. W 1799 po fali sekularyzacji, browar przeszedł w ręce państwa, po czym w 1806 browar wydzierżawił go Franz Xaver Zacherl. Zaczął on warzyć Salvatora według receptury mnichów. To od Salvatora, a nie od piw pszenicznych zaczęła się historia bawarskiego browaru.

Paulaner Salvator dosyć niedawno pojawił się na polskim rynku (przynajmniej pierwszy raz udało nam się go ostatnio zdobyć). Salvatora raczej nie sprowadzała Grupa Żywiec, która zajmuje się dystrybucją wizena i dunkela w Polsce (nie mają go oficjalnie w ofercie, poza tym jest w zużytej butelce zwrotnej). Jednak nawiasem mówiąc, trochę przeszkadza nam niedawna zmiana butelek jasnego Paulanera z 0,5 na 0,4l. Trochę jest to, dosłownie, nabijanie ludzi w butelkę, natomiast cena prawie się nie zmieniła.  Niby mniejsza butelka pozwala na raczenie się piwem, wypuścili do niego szklanki 0,4l, które jakiś czas temu można było dostać do zakupionych kilku piw, itp. Nie mniej jednak Jaco dał się złapać nieświadomie na mniejszą butelkę Paulanera i stwierdził, że drugi raz w mniejszej butelce go nie kupi.

Salvator to doppel bock dolnej fermentacji. Koźlak dubeltowy, więc teoretycznie powinno być w nim więcej koźlaka w koźlaku. Tak słodowe piwo faktycznie może zastąpić solidny węglowodanowy posiłek :)

Piwo typu doppel bock (koźlak dubeltowy)
Ekstrakt: 18,3, alkohol: 7,9% alk. obj.
Cena: ok 7,50 zł


Po przelaniu do pokala piana jest dość obfita, ale szybko robią się w niej dziury i dość szybko opada do bardzo skromnego kożuszka. Piwo ma bardzo ładny, miedziany kolor.




Gryglas

W zapachu dominują przede wszystkim intensywne nuty słodowo-karmelowe, czuć też lekko suszoną śliwkę. Chmielu w zasadzie nie czuć, ale jest to koźlak, więc jakiejś przesadnej goryczki nie ma się co spodziewać.

W smaku piwo jest bardzo zrównoważone, słodkie, ale nie zapychające jak większość koźlaków. Goryczka nie jest specjalnie wysoka, ale i tak jak na koźlaka dość wyczuwalna. Piwo jest zadziwiająco pijalne jak na jego woltaż. Piwo dopiero pod koniec picia jest lekko zapychające.

Bardzo dobry koźlak, intensywny, ale nie przesadzony jak na doppel bocka. Raczej do sączenia niż do popijania kilku na raz. Myślę, że do niego wrócę. Chętnie bym sprawdził też, jak znosi upływ czasu po odleżakowaniu. Jest dość drogi, ale można się szarpnąć od czasu do czasu żeby zobaczyć jak smakuje piwo, które zaczęło historię Browaru Paulaner.

Ocena: 4/5


Jaco

Salvator na zapach łagodny, czuć może trochę chmiel. W smaku też jest delikatny. Ani za słodki, ani za gorzki. Po łyku w ustach pozostaje delikatna goryczka. Jest to piwo dosyć łagodne jak na koźlaka. Przy pierwszych łykach nie czuć też alkoholu, mimo dosyć dużej mocy piwa. Na początku pije się dobrze.

Jednak po wypiciu połowy szklanki goryczka staje się jakby bardziej odczuwalna, a pod koniec dosyć trudno ją znieść beż dłuższych przerw. Po wypiciu całej butelki pozostaje pewien niesmak.

Ocena: 3,5/5 

środa, 20 marca 2013

Dobry Wieczór z Browaru Pinta

Dobry Wieczór | Pinta | Butelka

Gryglas

Z okazji niedawno obchodzonego Dnia Świętego Patryka, oprócz Guinnessa Original, postanowiłem przetestować dla Was stout z naszego rodzimego podwórka. Wybór padł na Dobry Wieczór z Pinty.

Na dzień dobry (właściwie na dobry wieczór) wita nas etykieta typowo Pintowa - ładna, minimalistyczna, solidnie opisana. Przy okazji u fana ciężkiego metalu, czarny kolor etykiety dodaje +10 do zajebistości ;) Piwo wcześniej nazywało się Wesołych Świąt i zostało przez Pintę uwarzone na święta 2011. Zmiana nazwy, z dużą dozą prawdopodobieństwa, została podyktowana chęcią sprzedaży nie tylko w sezonie świątecznym :)

Dobry Wieczór to stout owsiany, czyli do słodów w zasypie został dodany również owies (w tym przypadku w formie płatków owsianych). Powoduje on, że piwo jest dużo treściwsze, słodsze i gładsze w smaku niż zwykły stout.

Skład: słody Weyermann®: pale ale, Caramunich® (II), Caraaroma® (II), Carafa® (I), płatki owsiane; chmiel East Kent Golding (UK), drożdże Safale US-04.
Ekstrakt: 13,1% wag., alk. 4,5% obj.
Cena: 5,80 zł (Piwoteka w Łodzi)

Po nalaniu ukazuje się nam bardzo ładna drobna piana w kolorze kawy z mlekiem. Utrzymuje się dość długo i ładnie oblepia szło (to pewnie trochę zasługa płatków owsianych, nadających lekkiej kleistości). Kolor ciemny, prawie idealnie czarny, dopiero pod mocne światło pojawiają na obrzeżach szklanki bardzo nikłe brązowe refleksy. W zapachu zdecydowana kawa, palonka i gorzka czekolada.

To co czuć w zapachu, czuć i również po spróbowaniu. Na początku kawa pomieszana z solidną gorzką czekoladą (taką powyżej 90% kakao, czyli najlepszą). Po kilku łykach dochodzi solidna goryczka, która zostaje z nami dość długo. Piwo jest raczej wytrawne niż słodkie, jeżeli ktoś jadł wysoko procentową czekoladę, to będzie widział o co chodzi. Piwo pije się przyjemnie do ostatniego łyku, nie jest ani zbyt wodniste, ani przesadnie zapychające.

Podsumowując jest to dużo ciekawsza propozycja w stosunku do np. Guinness Draught, czy nawet Guinness Original, a cenowo wychodzi nawet taniej (co w przypadku piw Pinty jest miłym zaskoczeniem). Jeżeli szukacie ciekawego i w miarę dostępnego stoutu (dystrybucyjnie i smakowo), to z czystym sumieniem mogę polecić Dobry Wieczór. Nie miałem okazji kosztować do tej pory innych stoutów owsianych, ale jak dla mnie, nie ma się w zasadzie do czego przyczepić w tym piwie :)

Ocena: 5/5


Dobry Wieczór | Pinta | Szklanka

Dobry Wieczór | Pinta | Piana

niedziela, 17 marca 2013

Guinness Original

St. Patrick's Day nie powinien się obyć bez irlandzkiego piwa. A cóż może bardziej kojarzyć się z Irlandią niż Guinness. Pomimo, że oryginalnie faktycznie było warzone tylko w Irlandii, obecnie jest produkowane w prawie 60 krajach na świecie, dostępne ponad w 100. My w Polsce mamy akurat to szczęście, że Grupa Żywiec sprowadza dostępnego u nas Guinnessa z Irlandii (podobno i ciekawe jak długo to potrwa zanim zaczną rozlewać je u nas :)).

Pomimo tego, że uwielbiamy pianę na puszkowym Guinnessie, powwstającą dzięki azotowemu widżetowi (ta kuleczka która kołacze się w puszce), to postanowiliśmy przetestować piwo, które jest bardziej zbliżone do oryginalnego przepisu Arthura Guinnessa. Niestety nie udało nam się zdobyć na szybko Extra Stoutu ani Foreign Extra Stoutu (nie są importowane przez Grupę Żywiec), więc wybór padł na Guinnessa Original.


Piwo ciemne typu stout.
Składniki zawiera wodę, słód jęczmienny, prażony słód jęczmienny oraz chmiel.
Ekstrakt 12,3%, alk. 5% alk. obj.
Cena: ok 4,50 zł (z okazji St. Patrick's Day Alma miała promocję za 3,99zł)




Guinness ma kolor czarny, prawie nieprzezroczysty. Original z butelki ma wysoką pianę, która jednak jest bardzo rzadka i szybko opada. Nie ma nic wspólnego z podbudowywaną azotem ikoniczną pianą z wersji kranowej lub puszkowej.



Jaco

Zapach jest słodki, z lekką nutką chmielu. Jak dłużej i dokładniej powąchamy, to wyczujemy też słód karmelizowany.

W smaku Guinness Original jest dosyć gorzki (jak to stout). Czuć wyraźnie aromaty chmielowe. Po kilku łykach poczujemy też lekką słodycz oraz kwaśność ze słodu karmelizowanego. Smak jest jednak dosyć delikatny. Wydaje mi się też, że w Guinnessie czuć bardzo charakterystyczny aromat (być może ten jęczmień prażony), który nawet w piwie z butelki przywodzi mi na myśl tego Guinnessa sprzedawanego w pubach w Dublinie.


Kto nie próbował Guinnessa na pewno powinien spróbować. Jednak z drugiej strony jest to piwo chyba trochę za bardzo komercyjne i dosyć drogie. Myślę, jednak, że smak piw eksportowanych - dostępnych w Polsce w butelkach czy puszkach, nijak się ma do smaku Guinnessa z kija w samym Dublinie. Guinness Original wydaje się mało charakterystyczne, trochę jakby 'cienkie'. No i w przypadku butelek nie ma efektu kremowej piany z azotu, jak przy Guinnessie z kija czy z puszki. Osobiście wolę sięgnąć po inne stouty (dorobiliśmy się w Polsce ostatnio kilku ciekawych nowości), niż po Guinnessa.


Ocena: 4,0/5


Gryglas

W zapachu dominują nuty palonego słodu, lekko wyczuwalny jest też chmiel. W smaku palona goryczka, dość wyraźna, przechodzi w kwaskowy posmak. Piwo jest dość pijalne (nie aż tak jak drought), ale jeżeli chciałbym się napić stoutu, to wybrałbym coś bardziej wyrazistego. Guinness widać, że jest produkowany tak, żeby smakował jak największej ilości ludzi.

Jeżeli nie piliście to warto napić się, żeby wiedzieć jak smakuje tradycyjny Guinness. Jeżeli natomiast Wam zasmakuje, jest u nas na rynku dużo więcej ciekawych stoutów.


Ocena: 3,5/5


Oryginalny przepis zapisany przez Arthura Guinnessa - muzeum i fabryka w Dublinie


niedziela, 10 marca 2013

Fraoch Heather Ale

Gryglas

Przy okazji wizyty w moim osiedlowym sklepie piwnym (tym lepiej zaopatrzonym) moją uwagę przyciągnęło piwo o wyraźnie celtyckim projekcie etykiety. Jako fan wszystkiego co jest w wersji bardziej mrocznej, gotycko-celtyckiej (tak jak "zdun to taka bardziej mroczna, gotycko-celtycka wersja kafelkarza") dałem się uwieść i zakupiłem. Tanio nie było, ponad 10zł. Ale ok, za celtyckiego ale'a możemy zaryzykować.

I od razu kilka niespodzianek po przeczytaniu etykiety w domu. Co prawda było na etykiecie napisane wielkimi wołami 'HEATHER ALE', ale nie przypuszczałem, że będzie zupełnie bez chmielu. Faktycznie zanim przyjęło się używanie chmielu w browarnictwie, głównie dzięki Bawarskiemu Reinheitsgebot, do produkcji piwa używano przeróżnych mieszanek ziół, również okazuje się wrzosu i woskownicy europejskiej (o której istnieniu przed napisaniem tego tekstu pojęcia nie miałem ;]).

Druga ciekawostka to to, że jest to najstarszy styl ale ważony na świecie.
Było warzone już około 2000 B.C. przez Piktów (którzy do końca celtami nie byli) na terenach dzisiejszej Szkocji. Podobno piwo z dodatkiem wcześniej wspomnianej woskownicy było warzone na wyspach brytyjskich do XVIII wieku. Z dużą więc dawką prawdopodobieństwa można stwierdzić, że William Wallace pomiędzy pokazywaniem gołych tyłków armii angielskiej, a spuszczaniem im solidnego wpier... yyyy, pokazywaniem im gdzie raki zimują, mógł popijać ze swoim wojskiem właśnie ale przyprawiany woskownicą i wrzosem. Niesamowicie podjarany taką dawką historii Szkocji w jednym piwie, spodziewałem się doznań mocno epickich.

Co do reszty parametrów to:
Gatunek: Scottish Ale
Browar: William Bros. Brewing Co.
Ekstraktu nie podano, 5,0% alk. obj.
Słody: British Pale Ale, Cara Malt i pszeniczny
Dodatkowo: wrzos i woskownica europejska
Cena: ok 10,50 zł



Po przelaniu do szklanki pokazuje się bardzo przeciętna piana, która jednak towarzyszy nam przez całą wysokość słupa cieczy.

Kolor bursztynowy, piwo jest lekko opalizujące.


Może to być trochę wynikiem rozpieszczania mojego nosa przez amerykańskie chmiele, ale piwo ma dość nijaki zapach. Bardzo lekko słodowy z wyczuwalną nutką ziołową.  Szczerze, nie mam pojęcia jak pachnie ani wrzos ani woskownica europejska, ale najwidoczniej w połączeniu pachną właśnie tak jak Fraoch.

W smaku jest dość lekkie, ale nie wodniste. Pije się przyjemnie, jest raczej wytrawne niż słodkie. Goryczka jest dość dziwna - na początku niewyczuwalna, później atakuje dość solidnie i pozostaje na dłużej. Jest zupełnie inna niż chmielowa. I znów ciężko orzec czy to zasługa wrzosu, czy woskownicy.

Piwo jest ciekawe, głównie z uwagi na brak chmielu, ale w żaden sposób nie jest bardziej mroczną, gotycko-celtycką wersją normalnego ale. Żadnych ekstremalnych doznań Wam ono nie dostarczy. Za tą kasę spokojnie można napić się od braci William czegoś ciekawszego, chociażby 7 żyraf, które niedługo u nas przetestujemy. Natomiast narzekać nie można, jest to nadal bardzo dobry ale.

Gdybyście chcieli spróbować Fraocha, to piwo jest dostępne w Łodzi w The Eclipse Inn.

Ocena: 3,5/5

Jaco

Z okazji przelotu słynnego asteroidy 2012 AD 14 Gryglas poczęstował nas niespodzianką ze Szkocji, chociaż kupioną w osiedlowym sklepiku. Całe szczęście, że poczęstował, bo zapłacił za piwo ponad 10 zł :/ Heather Ale ma dosyć mocny chmielowy zapach, charakterystyczny dla piw typu ale (chociaż Gryglas twierdzi, że to zapach wrzosu). W smaku dosyć treściwe, o wyczuwalnej goryczce, lekko kwaśnawe. Pije się dobrze do samego końca, chociaż pod koniec goryczka staje się bardziej wyraźna.

Heather Ale to piwo smaczne, ale dosyć drogie. Według mnie nie warte swojej ceny.

Ocena: 3,5/5 

środa, 6 lutego 2013

Obolon Aksamitne

Ekstrakt: 14%, alkohol: 5,3%
Cena: ok 4,50 zł
W składzie słód jasny i karmelowy

Jaco

Obolony to jedne z moich ulubionych piw. Szczególnie Obolon Biały i właśnie ten ciemny - nazwany Aksamitnym. Jest to piwo lekkie o delikatnym smaku. Pijąc Obolona nie czujemy alkoholu. W smaku czuć natomiast nutkę palonego słodu, ale nie jest on tak mocny jak w porterach. Po jednym łyku mam ochotę wziąć następny. Piwo nie nudzi się do samego końca butelki. Doskonałe zarówno na powolne popijanie, jak i letnie gaszenie pragnienia.

Ocena: 5/5




 
Blog jest wyłącznie dla osób pełnoletnich. Czy masz skończone 18 lat?

TAK NIE
Oceń blog