Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwa lager. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwa lager. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 października 2014

Pan Tu Nie Stał czyli piwny kra(p)ft z Radomia

Pan Tu Nie Stał
Piwo w stylu najbardziej oldschoolowy lager kojarzące się z PRL, łuuhuu PRL!
Producent: Browar Czarny Kot lub Dionizos lub jak kto woli Ci Którzy Dali Światu Bernarda Miód Malina
Ekstrakt i alkohol: ciężko stwierdzić, gazetowa owijka mi się pomiętoliła
Cena: skandaliczna (i nie przyznam się gdzie mi to sprzedali)
Skład: woda, słód, zagęszczony duch PRLu w proszku, śladowa ilość chmielu i drożdże.

Moda na PRL hula w najlepsze. Duża część niedawnej gimbazy wspomina z rozrzewnieniem czasy, gdy jeszcze ich na świecie nie było. Nie pamiętając, że zamiast raz dziennie zmieniać sobie profilowe na kolejną słitfocię cykniętą w kiblu, kiedyś mogliby co najwyżej pooglądać sobie jeden z dwóch kanałów TV (i to też nie o każdej godzinie), albo pokręcić się z ziomkami w okolicy trzepaka.

A przeróżne Mety, Sety i Śledziki, otwarte do wczesnych godzin porannych, wykorzystując PRLowski alkosentyment, kuszą tanią wódą i piwem za czwóraka. Człowiek, który nieopatrznie nie był na tyle zaorany w piątek piąteczek piątunio (lub jak kto woli sobotunię rano) aby oddalić się wraz z pierwszymi promieniami słońca na zasłużony wypoczynek, przepuszcza nad ranem ostatnie drobne na kielona cytrynówki bądź korpolagera na dobicie, a później żałuje, że te drobne mu wtedy jeszcze zostały. Na tym ogólnym sentymentalno-PRLowsko-alkoholowym trendzie postanowił zarobić również mój ulubiony "browar regionalny" czyli Czarny Kot (znany niektórym z bardziej bosko-alkoholowej nazwy - DIONIZOS).

Na Czarne/Rude/Białe Koty z Dionizosa dałem się nabrać raz. Rudy był jeszcze wypijalny, ale pozostałe to totalny syf z gilem i kartonem. Na szczęście było to przeżycie tak traumatyczne, że wyparłem wszelkie wrażenia smakowe poza wiadomością, żeby więcej się do nich nie zbliżać. Swoją drogą łódzka hipsterbaza zapija się tym hipsterlagerem (i hipsterschwarzbierem) na potęgę - gdy zapytałem kiedyś właścicieli popularnego w Łodzi "Niebostanu", czemu skoro są tak offowi nie mają Pinty czy AleBrowaru (tak, kiedyś Pinta i AleBrowar były offowe ;)), usłyszałem, że to jakieś dziwne wynalazki są, nie będzie schodzić. A Perełka i Koty to jest dopiero browar. I nie miałem więcej argumentów...

Gdy zobaczyłem na półce wynalazek Czarnego Kota pod nazwą Pan Tu Nie Stał, ociekający PRLem, jadący na popularności ulokowanego w Łodzi  sklepu z ogólnoPRLowym koszulkoczapkostafem, już wiedziałem, że stali bywalcy najbardziej offowych knajp najbardziej offowego miasta w Polsce obsrają się z radości, gdy tylko będą mogli ten postPRLowy artefakt nabyć. I nie myliłem się, ledwo załapałem się na butelkę w sklepie osiedlowym, bo ekipa w kolejce przede mną nabyła od razu trzy.


Uzbrojony zatem w najbardziej offowe szkło w swojej kolekcji, przystąpiłem do wyczekiwanej, potencjalnie urywającej dupsko degustacji.

Nie no trzeba przyznać, piana chwilę wytrzymała. Mniej więcej tyle co komunistyczna gospodarka w starciu z wolnym rynkiem. Kolor przepięknie miodowy, niczym zebrany z pasieki przez rumianą wiejską dziewczynę z klasy robotniczej w piękny letni poranek (czy kiedy tam się zbiera miód z pasiek). Zmętnienia brak.

I to tyle pozytywów. Na początku było jeszcze w miarę neutralnie. Gdy było zimne było nawet bezsmakowe. Późniejsze picie to siermięga, metaliczność przypominająca w smaku koksownik ze stanu wojennego i karton bardziej intensywny niż z kartki, na której to "cudo" stało do zdjęcia.

A przepraszam, jeszcze z pozytywów: butelka po zdjęciu gazety (która służy za niezłą podkładkę pod całość) jest goła jak większość obywateli w PRLu - spokojnie można wylać zawartość, umyć butelkę i butelkować swoje własne domowe.

Ocena: 1/5

Ostrzegam, przestrzegam, za żadne skarby tego nie kupujcie. Jak chcecie powspominać PRL to wywalcie wszystko z kuchni, kupcie skrzynkę octu i ustawcie sobie na półkach - gwarantuję, że będziecie się lepiej bawić. Za takie piwa powinno się batożyć ludzi czytając im dzieła myślicieli komunizmu i każąc wąchać mokry karton żeby wiedzieli jak ma NIE pachnieć piwo. I jak by to ujął mój ulubiony growy blogger "Powinni zapier***ać na galerach" za dopuszczenie tego czegoś do obiegu sklepowego... a nie poczekajcie, ktoś tam u nich już na stronie na galerze zapier***a.

Ale co ja tam wiem. Kolejna warka Kotów/Panów Tu Nie Stojących/Czy Innych Bernardów rozejdzie się pewnie jak zwykle wspaniale, a hipsteriada będzie się zachwycać tym, jakie to wspaniałe offowe piwo z małego rzemieślniczego browaru ;)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Oki Doki od Pinty, czyli kraft w trosce o nasze tyłki

Oki Doki
Piwo w stylu lager, dolnej fermentacji, pasteryzowane.
Producent: Browar Pinta (Browar na Jurze)
Ekstrakt 11,5°, alkohol 4,3% obj. 39 IBU
Cena: 6,40 zł (piwosz-sklep.pl)
Skład: woda, słody Weyermann®: pilzneński, pale ale, pszeniczny jasny, Carapils®, Caramunich®; chmiele (NZ): Pacific Jade, Pacific Gem, Green Bullet, Waimea, Motueka; drożdże Saflager W 34/70.

Dawno nic nowego z Pinty (nie licząc urodzinowego B-Day'a) nie wrzucaliśmy. Das IPA była sporym zawodem, a Żyta i Grodzisze jakoś przeszły obok bloga (chociaż to ostatnimi czasy najczęściej pite przez nas Pinty). Czas nadrobić zaległości, a i okazja wydawała się idealna.

Wyścig zbrojeń na najwięcej ekstraktu i chmielu w jednym piwie trwa w najlepsze. Podwójne IPA, Imperialne IPA, Barley Wine'y, RISy srisy - tylko czemu jak się robi ciepło ja pytam?! Dlatego mocno podjarałem się, gdy nareszcie Pinta zapowiedziała lekkie piwo na lato. Mniej ucieszył mnie rodzaj fermentacji, bo z dolną mi ostatnio nie po drodze, ale jak będzie dobre piwo, to do drożdży nie mam uwag. A i że nowozelandzkimi chmielami chmielę ostatnio wszystko (włącznie z grodziszem), tym bardziej byłem pozytywnie nastawiony do pintowej nowości.

Oki Doki | Pinta | butelka

Oki Doki jest bardzo jasne, standard lagerkowy. Piana niestety też trzyma mocno korpolagerowy standard (jak widać na załączonym obrazku) - znika praktycznie zanim zdążyłem włączyć aparat i zrobić zdjęcie po nalaniu.

Szybki niuuuuuuuch - i jeżeli tutaj są jakieś nowozelandzkie chmiele, to muszę uwierzyć na słowo. Spodziewałem się czegoś bardziej w stronę Pacyfica, a przynajmniej podobnego parametrami Jankesa. W Oki doki natomiast zapachowo poza lekką słodowością i owocami tropikalnymi o intensywności na poziomie autosugestii nic specjalnie się nie dzieje. Po spróbowaniu jest wodnistość i mocno zalegająca żywiczno-trawiasta goryczka. Gdyby nie ona to w zasadzie nie miałbym zbytnio nic do powiedzenia, po prostu poprawny lager bez wad.

Ocena: 3/5

Pinta zapowiadała, że Oki Doki tyłków urywać nie będzie i słowa chłopaki dotrzymali. Oprócz fatalnej jednowymiarowej goryczki piwo jest absolutnie nijakie, chmiel nowozelandzki mam wrażenie, że jest głównie w składzie na etykiecie. A do kotła poszedł chyba tylko na goryczkę. Ogólnie piwo przypomina bardziej lekką i nijaką wersję Das IPA.

Rozumiem, że sesyjne piwo na lato nie musi urywać. Ba, niech będzie jak najlżejsze. Tylko że prawie 6,50 zyla za sesyjnego lagera, który niczym pozytywnie się nie wyróżnia, to rozbój w letni biały dzień (no powiedzmy wiosenny biały dzień jeszcze, chodziło o pogodę podczas rozboju). Także Robin Hoodom z Pinty tym razem podziękuję. Bojan Strażackie też nie urywa, a jest smaczny, lekki i za 3,50zł.

poniedziałek, 5 maja 2014

Jurajskie z Ostropestem z Browaru na Jurze

Jurajskie z Ostropestem
Piwo w stylu jasny lager, dolnej fermentacji, filtrowane, pasteryzowane.
Producent: Browar na Jurze
Ekstrakt 11,5%, alk. 4% obj.
Cena: 5,90zł (Piwne Rozmaitości)
Skład: woda źródlana, słody: pilzneński, monachijski, wiedeński; ziarna ostropestu plamistego, chmiele: Marynka (na goryczkę), Citra® i Amarillo® (na aromat); drożdże.

Widać, że współpraca z Pintą zaowocowała ostatnio u Browaru na Jurze wzmożoną skłonnością do eksperymentów. Po zimowej bombie kakaowej z chilli w Jurajskim Świątecznym, na cieplejsze dni zdecydowali się wypuścić jasny eksperyment z nasionami ostropestu plamistego. Dla niewtajemniczonych, ostropest to takie zielsko spokrewnione z ostem, którego ziarna działają podobno cuda w kwestii regeneracji wątroby. Czyli do alkoholu w sam raz.


































No cóż, etykiecie nie można odmówić oczojebności - świeci się jak dobrze wypolerowane psie cohones. Jednak zamiast walenia po oczach metalizowaną etykietą, można by najpierw zapłacić za trochę lepszego grafika, bo całość wygląda paskudnie.

Piwo po nalaniu wygląda na szczęście dużo lepiej, bardzo klarowne, chociaż piana mogłaby być lepsza. Nie spodziewałem się za to tak intensywnego aromatu chmieli amerykańskich po lagerze, także owocowo-ziołowy aromat pozytywnie mnie zaskoczył. Pachnie jak przyzwoity American Pale Ale, a przecież to "tylko" lagerek. Szkoda, że nie pokuszono się już o nachmielenie amerykańskim chmielem na goryczkę, bo tutaj Marynka daje efekt bez żadnego szału. Po kilku łykach dochodzi do głosu lekko piołunowy posmak, zakładam, że to ziarna ostropestu. Całość jest solidnie pijalna (to tylko 11,5% ekstraktu), jeżeli jesteście w stanie przełknąć lekko gruitowy charakter goryczki.

Ocena: 3,5/5

Eksperyment trzeba uznać za względnie udany. Z dziwnego połączenia american lagera, Marynki i nasion zielska z pobliskiej łąki, wyszło piwo przyzwoicie pijalne i jak na lagera bardzo charakterystyczne (żeby nie powiedzieć charakterne). A że ostropest ma ponoć zbawienny wpływ na wątrobę, warto zaryzykować. Jedno jest pewne, piłem je na urodzinach Piwoteki i następnego dnia czułem się całkiem nieźle. Przypadek? Tak sądzę ;)

piątek, 26 lipca 2013

Asahi Super Dry z Asahi Breweries Ltd.

Asahi Super Dry
Piwo w stylu jasny lager, dolnej fermentacji, pasteryzowane
Licencja: Asahi Breweries Ltd.
Ekstrakt nie podano, alkohol 5,0% obj.
Cena: 6zł

Gryglas

O japońskich piwach wiem niewiele, najbardziej japońskim piwem jakie do tej pory piłem była Oto Mata IPA z Pinty ;). Z zaciekawieniem zatem spojrzałem ostatnio na Asahi na półce w monopolowym - przywieźli z Japonii, można wypić. I tu pierwsze rozczarowanie, piwo na nasz rynek warzone jest gdzieś w Czechach. Z tego co podają na stronie, najprawdopodobniej w Browarze Staropramen w Pradze, ale "według tradycyjnego japońskiego przepisu".

Jak z tą tradycyją? Oryginalny browar Asahi w Japonii został założony w 1889 w Osace i nazywał się Ōsaka Bakushu Kaisha. Asahi Super Dry został wprowadzony na rynek w 1987 i od raz stało się hitem sprzedażowym. Stąd wniosek, że musi być z niego strasznie bezsmakowy sikacz, skoro smakuje wszystkim.

Opakowanie wygląda na krzyżówkę standardowego koncernowego lagera z japońskim alfabetem, z daleka łapie klienta orientalnymi znaczkami, czyli trochę nabijanie w butelkę. I to wcale nie tanią butelkę, bo 6zł za 0,33l to prawie piwa kolaborantów z Widawy.


Przelewam do szkła, piana dziurawi się szybciej niż gdyby nasłano na nią doborowy oddział wojowników ninja. Kolor bardzo jasny, piwo klarowne jak kryształ.

Nad smakiem i zapachem nie ma się co rozpisywać. Bardzo lekki jasny lager, ale plus, że nie wyczuwam żadnych niedociągnięć. Jest bardzo wodnite, lekkie i bezsmakowe. Dobrze schłodzone w upalny dzień można bardzo szybko wypić i równie szybko o nim zapomnieć.

Ocena: 2,5/5

Nie dajcie się nabić w butelkę. Jeżeli będziecie w Japonii to oryginalnego można się napić, ale to w zasadzie Budweiser z Kraju Kwitnącej Wiśni, więc po co? Nie odrzuca, ale jest prawie bez smaku. A cena 6zł za 0,33l tego piwa to rozbój w biały dzień. Chcecie coś lekkiego i kojarzącego się ryżem? Weźcie w sklepie zamiast Asahi Super Dry Książęce Jasne Ryżowe.

piątek, 14 czerwca 2013

Odsiecz Wiedeńska z browaru Pinta

Gryglas

Odsiecz Wiedeńska to jedno z tych piw Pinty, które dosyć rzadko gościło do tej pory w moim szkle. Wypiłem kiedyś, raz czy dwa, ale nie wywarło na mnie żadnego zapadającego w pamięć wrażenia. Jest jeszcze teoria, że ze względu na podobieństwo do Ogni Szczęścia mogłem je kiedyś pomylić - ale to już wina opakowań Pinty ;)

Przechodząc obok mojego najbliższego monopolowego, gdzie wyboru powalającego nie mam, postanowiłem wziąć coś gaszącego pragnienie, ale niezbyt ciężkiego. Patrzę, jest Odsiecz Wiedeńska, dawno nie piłem, zobaczę czy coś się zmieniło i wrzucę na bloga, będzie odbębnione.

Na pierwszy rzut oka, jedna z najnudniejszych etykiet Pinty - jak się przyjrzeć z bliska, to są tam co prawda skrzydła husarskie, ale trzeba mieć wzrok jak sokół na ukraińskim stepie, żeby te skrzydła dojrzeć w sklepie na półce. Dla przeciętnego nielatającego zjadacza chleba prosta etykieta z nazwą i logiem Pinty. To już chyba wolę dawną etykietę Odsieczy Wiedeńskiej gdzie pintowa dziewczyna siedzi w zbroi i z piwem na tle husarii (tylko czemu ona ma tam obok siebie pełny hełm rycerza średniowiecznego?!). Niemniej jednak nowa pasuje kolorystycznie do wiedeńskiego lagera.

Piwo w stylu Vienna Lager, dolnej fermentacji
Producent: Pinta (Browar na Jurze)
Ekstrakt 13,1%, alk. 4,9% obj.
Cena: 5,90zł
Skład: woda, słody Wayermann®: wiedeński, monachijski (II), Caramunich® (I), melanoidynowy, chmiele:  Hallertauer Mittelfruh (DE), Tradition (DE); drożdże Saflager W 34/70.

Przy okazji - albo się ktoś walnął na obecnej etykiecie, albo w międzyczasie zostały zmienione proporcje chmieli. W pierwszych wersjach i na stronie piwo posiada mniejszą ilość Hallertauer Mittelfruh niż Tradition (ten drugi jest wymieniony jako pierwszy, czyli jest niby go więcej w składzie).


Po nalaniu formuje się dość obfita beżowa piana. Po chwili robią się w niej trochę dziury, nie jest kremowa jak napisane na opakowaniu. Opada do dość obfitego kożuszka, który ładnie krążkuje na szkle i zostaje w zasadzie do końca picia. Kolor jest bursztynowy, wpadający w czerwień, piwo jest klarowne.

W zapachu głównie słodowość i nuty karmelowe. Po chwili dochodzi jeszcze przyjemny klasyczny chmiel, ale nie jest mocno dominujący. Jest bardzo poprawnie, nie wyczuwam tutaj żadnych nieprzyjemnych aromatów, nawet po lekkim ogrzaniu. Bardzo miło się je wącha, w przeciwieństwie do większości lagerów na rynku.

Smak mnie pozytywnie zaskoczył. Jest to bardzo przyjemny lager: nie jest ani przesadnie zapychający ani przesadnie wodnisty - jest akurat. Bardzo dobre wrażenie robi też goryczka, nie spodziewałem się, że będzie aż tak konkretna. Jest może trochę tępa na sam koniec, ale chyba już szukam dziury w całym. Wysycenie jest odpowiednie. Piwo jest fantastycznie pijalne, nie zauważyłem, kiedy opróżniłem szkło. A miałem ochotę na kolejnego łyka ;)

Ocena: 4,5/5

Jak dla mnie jedno z bardziej niedocenianych piw z Pinty. Jest to świetnie ułożone piwo. Widać, że popracowano nad nim już trochę od nowości. Zastanawiam się, czy faktycznie zmieniono proporcje chmieli w stosunku do pierwszych wersji, tłumaczyłoby to być może zmianę goryczki na bardziej wyrazistą i godną zapamiętania. Również, przyznam się bez bicia, jest szansa, że ze względu na etykietę, pomyliłem Odsiecz z Ogniami Szczęścia.

Jeżeli znudziliście się już trochę amerykańskim chmielem i chcecie napić się porządnego lagera, to zdecydowanie polecam. Na lato będzie rewelacyjnie gasić pragnienie, a też nie sponiewiera jakoś przesadnie, co zdecydowanie zaliczam na plus. Odsiecz Wiedeńska jest świetnie pijalna, wchodzi jak szarża husarii pod wiedniem w tureckie szeregi ;) W moim szkle gościła do tej pory zdecydowanie za rzadko, ma szansę się to teraz zmienić. Na 12 września co roku pozycja wręcz obowiązkowa ;)

A dla wszystkich, którzy nie wiedzą co wydarzyło się 12 września kilkaset lat temu, mała graficzna podpowiedź od mistrza Matejki:

 
Blog jest wyłącznie dla osób pełnoletnich. Czy masz skończone 18 lat?

TAK NIE
Oceń blog