Pokazywanie postów oznaczonych etykietą browar Artezan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą browar Artezan. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 stycznia 2014

Château z Browaru Artezan

Château
Piwo w stylu Flanders Red Ale, dojrzewające w dębowych beczkach po winie Bordeaux, niepasteryzowane
Producent: Browar Artezan
Ekstrakt 17%, alk. 7% obj.
Cena: 26zł (Piwne Rozmaitości)
Warka: 2/2013

Nie jestem osobą, która biję pokłony przed kunsztem piwowarów z kraju, który dał nam tak genialny wynalazek jak frytki. Zdarzają się co prawda piwa z belgijskimi akcentami, które mi podejdą (jak np. Raging Bitch, Duvel czy różne wity srity), ale Belgia wymarzonym kierunkiem piwnych podróży dla mnie nie jest. A już w szczególności piwa na dzikich drożdżach nie są moim konikiem. Raz zamówiłem 100% lambika w Piwotece Narodowej i jestem im niesamowicie wdzięczny, że była tylko wersja 0,3l. Tutaj trzeba wspomnieć, że po pierwszym łyku prawie wyskoczyłem z kapci, lecz zdecydowanie nie z zachwytu ;)

Jeżeli chodzi o alkohole, to nie przepadam też niestety za winem. Niestety, bo wino ma świetny PR, jest bardzo "Ą i Ę", nadaje się do wykwintnych posiłków i ogólnie nawet nad sikaczem za kilkanaście złotych "znawcy" dobrych manier i etykiety będą się rozpływać. Druga sprawa, że wybitne wina osiągają czasami poziom cenowy niezłego samochodu, więc przeciętny zjadacz chleba nigdy ich nie spróbuje. Tak wiem, jest wiele znakomitych i niedrogich win, ale mnie po prostu ten trunek nie przekonuje. Wątrobę ma się tylko jedną, po co więc katować ją alkoholem, który nam nie smakuje. Może kiedyś się to zmieni, smaków człowiek uczy się całe życie.

Sour ale'a leżakowanego w beczkach po winie powinienem zatem omijać szerokim łukiem. Ale że czasem kupuję piwa z czystej ciekawości (tak było z lambikiem), a i naszemu blogowi przyda się nieco Ą i Ę, postanowiłem w Château z Artezana zainwestować. I to dosłownie, bo tanio nie jest. Sama butelka prezentuje się już zdecydowanie lepiej niż w zeszłym roku i choć piwo nie jest już numerowane, to nareszcie etykieta nie wygląda na drukowaną na atramentówce w biurze browaru. A minimalistyczny i mocno "winny" charakter projektu zdecydowanie do tego trunku pasują.


































Po nalaniu formuje się bardzo niska, ale drobna piana, która redukuje w zasadzie do zera. Kolor jest ciemno-rubinowy z lekkim zmętnieniem. W zapachu zdecydowane nuty winne, dopiero po solidnym ogrzaniu czuć bardzo lekką słodowość. Smak jest zdominowany przez owocową kwaśność i lekko ściągającą winną wytrawność. Z piwnych smaków w Château niestety pozostało niewiele. Całość przypomina nieco lekko odgazowane wytrawne wino musujące. Trzeba za to przyznać, że jest dość pijalne i nie męczy.

Ocena: 3,5/5

Mam bardzo dobrą nauczkę, że ani sour ale, ani piwa leżakowane w beczkach po winie, nie są na razie dla mnie. Château ma na pewno bardzo wyrazisty charakter, tego mu odmówić nie można. Jeżeli lubicie lambiki czy wytrawne czerwone wina, to powinniście spróbować. Jest szansa, że Was zachwyci. Jeśli natomiast jesteście przeciętnym hopheadem, który najchętniej dodawałby chmiel nawet do sernika czy lodów czekoladowych, to polecam kasę zaoszczędzoną na Château wydać na coś innego. Ewentualnie zbunkrować gdzieś w piwniczce i za kilka lat dać w prezencie komuś kto je doceni, albo po prostu spieniężyć. Chociaż kto wie, może w przyszłości sam się będę nad podobnymi piwami rozpływał w zachwycie.

Szkoda, że RIS, który leżakował w beczkach po whisky poszedł w kanał, byłby to na pewno coś bardziej z mojej bajki. Patrząc na Dziadka Mroza, którego przecież warzył Artezan, mogło wyjść z tego na prawdę niesamowite piwo.

czwartek, 30 maja 2013

Pacific Pale Ale z browaru Artezan

Gryglas

Pacific Pale Ale | Artezan | butelkaWbrew temu co za oknem, lato zbliża się wielkimi krokami, więc postanowiłem nadrobić zaległość, która wisi jeszcze od zimy. W zasadzie zaległość na blogu, po samo piwo już wielokrotnie gościło w moim szkle, ale jakoś się nie złożyło żeby je opisać ;) Pacific Pale Ale to piwo dla Artezana dość przełomowe, bo pomimo dobrych stylowych piw, chyba dopiero Pacific przełamał kilka rzeczy, którymi Artezan się do tej pory charakteryzował.

Po pierwsze to co widać - etykieta. Pierwszy browar rzemieślniczy w Polsce mocno stawiał na piwo, które jest w środku, natomiast etykiety sprawiały wrażenie mocno chałupniczych. Szczytem szczytów, z tego co pamiętam była etykieta Brown Portera, która wyglądała jak wydrukowana na czarno-białej drukarce w biurze browaru: czarno-biały Jeż + kilka informacji arialem (czy inną arialopodobną czcionką)! Rozumiem, że stawiają na piwo, ale błagam - piwo na poziomie cenowym powyżej piw z Pinty i AleBrowaru powinno chociaż w minimalnym stopniu zachęcać do zakupu opakowaniem. Chyba, że stawiamy na piwoszy uświadomionych, którzy kupią nawet bez etykiety. Dlatego miłym zaskoczeniem jest etykieta Pacyfica w stylu pocztówki z wakacji w tropikach. Czy jest świetna czy kiczowata można się spierać, ale chociaż jest o co.

Po drugie Artezan mocno opierał się przed warzeniem piw z amerykańskimi chmielami. Ich piwa były stylowe do bólu, smaczne... ale nudne. IPA z Artezana w cenie jakiej jest czyli około 7-8zł spróbowałem, stwierdziłem "Dobre, ale za tą kasę nuda" i wróciłem do piw ciekawszych. Założę się, że wiele osób zrobiło podobnie. Także kolejny plus za przełamanie się i trochę ukłon w stronę gustów klienta, bardzo fajnie że Artezan nie szedł w zaparte.

Po trzecie promocja piwa - tym razem było ono zajawiane przed promocją na ich fanpage'u (puścili np. wygląd etykiety) oraz z tego co pamiętam w Piwotece była premiera na kranach. Do tej pory piwa po prostu wjeżdżały do sklepów lub barów i równie bez rozgłosu z niego znikały. Mam nadzieję, że podobnie będą postępowali z kolejnymi piwami, bo robią je bardzo dobrze, a i fajnie sobie pojechać na kolejną premierę, skosztować nowego piwa.

A co z samym Pacyfic Pale Ale? Piwo jest jednym z pierwszych uwarzonych w Polsce American Pale Ale (Shark był zdaje się pierwszy), także możemy się spodziewać lekkiej odpowiedzi na wypuszczane przez większość nowych browarów AIPA. Sprawdzam dopiero co wypuszczoną partię bo data przydatności jest do 23.06.2013, czyli pewnie niedawno co wyjechało z Natolina.

Piwo typu American Pale Ale, górnej fermentacji, niefiltrowane, niepasteryzowane
Browar Artezan
Ekstrakt 12,5%, alk. 5% obj.
Cena: 7,80zł
Skład: woda, słody - pale ale, pilzneński, karmelowy; chmiele - Amarillo, Cascade, Chinook, Pacific Jade, drożdże.

 Pacific Pale Ale | Artezan

Po przelaniu do szkła piana jest dość obfita (w tej pintowej szklance coś nie chce nam się trzymać), ale zwykle jest bardzo ładna, pęcherzyki drobne, opada do trzymającego się dziarsko kożuszka i ładnie oblepia szkło. Piwo jest bursztynowe, mocno opalizujące.

W zapachu... WAKACJE W TROPIKACH! Piłem kilka razy, ale nigdy tak świeżego i przyznaję zapach zniewala! Owoce tropikalne, głównie ananas i mango, w tle odrobina cytrusów. W połączeniu z etykietą i lekkim zamroczeniem można by pomyśleć, że siedzimy gdzieś na plaży nad Pacyfikiem, a obok nas ktoś właśnie kroi świeżo zerwanego ananasa.

W smaku jest również bardzo przyjemnie owocowo. Piwo jest świetnie ułożone, przy tym ekstrakcie (12,5%) nie jest ani puste ani kwaskowe, ciałko przyjemne, jak piękna kobieta smażąca się na plaży ;) Goryczka raczej niska jak na amerykańskie chmiele, ale w połączeniu z zapachem daje bardzo odświeżający efekt. Wysycenie umiarkowane, pije się je świetnie - piwo w szkle kończy się szybciej niż słono opłacone wakacje w tropikach :)

Ocena: 5/5

Pacyfic Pale Ale to pierwsze piwo z Artezana, które mogę z czystym sumieniem polecić, bo jest po prostu świetne. Do tej pory ich piwa moim zdaniem były mocno przecenione, a nie oferowały w zamian żadnych powalających doznań (chyba że wypiłoby się 6 z rzędu, wtedy jak każde powalały). Pacyfic Pale Ale jest w zasadzie jak tropikalne wakacje w płynie - trochę jednak drogo, ale warto. Nie będzie to może piwo po które będę sięgał często, bo lubię trochę bardziej ekstremalne doznania, ale zapewniam, że będę co jakiś czas do niego wracał. I obowiązkowo szukajcie jak najświeższego, powalający zapach jest wtedy gwarantowany.

Jak widać piwo cieszy się dość dużą popularnością i ma szansę przekonać do amerykańskich chmieli również tych, którzy Rowing Jacka lub Atak Chmielu najchętniej potraktowaliby syropem malinowym, bo za gorzkie. Wiem co mówię, bo przetestowaliśmy na ludziach podczas majówki: AIPA można było spokojnie zostawić niepilnowane - nikt inny nie ruszył. Pacyfica po daniu do spróbowania już się baliśmy spuszczać z oka.

P.S. Znakomicie sprawdza się również na wszelkiej maści wyjazdy w teren :)

Pacific Pale Ale | Artezan | kajaki

wtorek, 7 maja 2013

Czerwony Kapturek z browaru Artezan na drugie urodziny Piwoteki Narodowej

Gryglas

Zimą był Dziadek Mróz. Skończył się długo przed ustąpieniem mrozu i śniegów, czyli coś koło stycznia.

Przyszła wiosna, więc można teraz napotkać dziewczę w krótkiej spódniczce, włóczące się po lesie. I nie chodzi mi o wątpliwej urody przydrożny sektor usługowy, oferujący wytchnie zdrożonym wędrowcom, tylko o nowe piwo Piwoteki Narodowej uwarzone przez Artezan - Czerwonego Kapturka. Piwo zostało przygotowane na drugie urodziny lokalu, które przypadają właśnie dzisiaj - 07.05.2013. Z racji, że u przeciętnego faceta przebranie Czerwonego Kapturka jest chyba najczęstszą fantazją dotyczącą kobiecych przebrań po Księżniczce Lei z Powrotu Jedi i francuskiej pokojówce, postanowiłem niezwłocznie udać się i skosztować piwa w owych ciuszkach ;)

Dziewczę ma być lekkie i zwiewne, oraz pachnące kwieciem, dlatego piwo jest leciutką pszenicą z dodatkiem kwiatów hibiskusa, nie uświadczycie tutaj chmielu. Ekstrakt 13%, alk. 5,5 % obj. - potrafi dziewczyna zawrócić w głowie.

Etykieta równie bajkowa jak w przypadku mroźnego Dziada - dziewczę śliczne jak malowanie (zależy kto i co maluje). Wilk z etykiety ma już natomiast mocno maślany wzrok. Nie sposób sprawdzić czy się rozmaślił od uroków dziewoi, czy nadmiaru Artezańskich wyrobów. Absolutnie urzeka czerwony kapturek na butelce.

Piwo po nalaniu z kija jest raczej w kolorze soku z czerwonych grapefruitów niż weizena (na zdjęciu tego raczej nie widać), a jako Czerwony Kapturek mógłby być zdecydowanie bardziej czerwone. Ale i tak kolor jest bardzo ciekawy. Piana nie jest super obfita, daleko jej do drobnopęcherzykowych koron typowych wizenów, ale jest dość solidna i opada do ładnego drobnego kożuszka.


W smaku raczej wytrawne, ale nie wodnite, ma dziewczyna ciałko w sam raz. Dominuje kwaskowość weizena podbudowana jeszcze kwaśnym hibiskusem. Żadnych niespodzianek - tak powinna smakować pszenica z hibiskusem. Piwo ma średnie wysycenie jak na pszenicę, pije się przyjemnie do końca. Kwaskowość czuć do samego końca, może jest leciutko męcząca na koniec, ale tak pięknej kobiecie można to wybaczyć.

Ocena: 4,5/5 

Jeżeli gdzieś dostaniecie - spróbujcie. Jeżeli uda Wam się zawitać na urodziny Piwoteki Narodowej - tym bardziej warto (tortu już raczej nie zostanie). Jeżeli się pospieszycie, jest dostępne w butelkach (są też koszulki). Piwo jest świetnie pijalne, idealne na ciepłe letnie dni (chociaż na premierze dominowała burza z piorunami).

Osobiście czekam też następne baśniowe piwa od Artezana i Piwoteki Narodowej. Skojarzenia nasuwają się same: Królewna Śnieżka jako witbier na lato, czy Lampa Alladyna z czymś dymionym w środku. Mam tylko nadzieję, że Ali Baby nie trzeba będzie kupować od razu z dwoma skrzynkami Rozbójników (chyba, że będą dorzucać w gratisie - nie obrażę się ;)).

 
Blog jest wyłącznie dla osób pełnoletnich. Czy masz skończone 18 lat?

TAK NIE
Oceń blog