Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwa amerykańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwa amerykańskie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 stycznia 2014

Duch caftu w konserwie czyli Route 113 IPA od Sly Fox Brewing Company

Kilka dni temu Kopyr na swój profil FB wrzucił infografikę od Sly Fox Brewing Company, która pokazuje przewagę puszki nad butelką. Z resztą sam już poruszał tą kwestię kilkukrotnie, nawet poświęcając temu osobny odcinek na vlogu. I oczywiście dyskusja jak zwykle jest zażarta.

Tak się składa, że jakiś czas temu jedno piwo w puszce ze Sly Fox Brewing Company udało mi się w Piwoszu na Retkini nabyć. Browar z Pensylwanii jest jednym z kilku (kilkunastu?) craftproducentów w Stanach, który puszkę stara się zdecydowanie promować. Nie jest to oczywiście proste, głównie dlatego, że puszka kojarzy się z koncernowymi sikaczami, co mocno deprecjonuje konserwę w oczach przeciętnego wyznawcy ducha craftu. Browary podkreślają przede wszystkim wygodę oraz ekologiczność takiego opakowania. Jednym z ciekawszych rozwiązań ostatnich lat jest również opracowanie puszki z całkowicie otwieranym wieczkiem, dzięki czemu można podobno rozkoszować się aromatami piwa, bez konieczności przelewania go do szkła.

Co do ekologiczności samej butelki, jej przetapiania bądź oddawania z kaucją, nas to osobiście niespecjalnie ostatnio dotyczy - około 80% butelek jest przez nas ponownie używana do rozlewu domowego piwa ;) Odpadają przeważnie tylko uszkodzone, mocno grawerowane lub zakręcane sztuki. A tych na szczęście jest dość mało. Jest to na pewno najbardziej ekologiczna utylizacja - flacha nigdzie nie jeździ, nie zużywamy dodatkowej energii na przetapianie stłuczki, płukana jest w miarę przyjaznymi dla środowiska środkami itp.

Z prywatnych obserwacji, możemy za to wskazać jedną zdecydowaną przewagę puszki -  podczas wyjazdu gdzieś za miasto, tachanie w plecaku 4-5 butelek i szkła do picia, nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem. Poza tym pijąc Portera Łódzkiego pakowanego w konserwę, po przelaniu nie widzę specjalnie różnicy w smaku w stosunku do innych porterów. Jeżeli już, to na zdecydowany plus, bo jest to jeden z lepszych porterów w Polsce. I jakoś pucha w tym nie przeszkadza. Ciężko powiedzieć jak będzie się taki porter zachowywał przy leżakowaniu przez 2-3 lata. Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć, ale dopiero za jakieś 2-3 lata (stoi w piwniczce i się leżakuje).

No dobrze, a jak z takim np. IPA?

Route 113 IPA
Piwo w stylu India Pale Ale, górnej fermentacji, pasteryzowane
Producent: Sly Fox Brewing Company
Ekstrakt 16.4%, alk. 7% obj., IBU: 113
Cena: 16,39zł (piwosz-sklep.pl)
Skład: woda, słody pale ale i crystal, chmiele: Bravo, Centennial, Cascade and East Kent Goldings; drożdże.

Puszeczka bardzo zgrabna i fajnie wykonana. Niestety jest to jeszcze stara wersja ze standardowym zamknięciem, więc nie miałem okazji przekonać czy da się pić ze smakiem prosto z niej. Po nalaniu jest zaskakująco ciemne jak na amerykańskie IPA. W szkle formuje się obfita piana, która trzyma się bardzo dobrze, drobne pęcherzyki ładnie osiadają na ściankach szkła i do końca picia pozostaje dość solidna warstwa.

Zapach to przede wszystkim cytrusy z ananasem, przeplatane przez akcenty żywiczne i lekką chlebowość od ciemnych słodów. Aromat solidny, ale przesadnie nie oszałamia. Pomimo tych 113 IBU piwo jest bardzo zbalansowane w smaku - podbudowa słodowa ładnie kontruje mocną, grapefruitowo-żywiczną goryczkę. Alkohol pomimo dość dużego voltażu jest dobrze ukryty. 113 nie jest może ekstremalnie pijalne, ale 0,355l które znajduje się w puszeczce wypija się z niekłamaną przyjemnością.

Ocena: 4,25/5

Czy odróżniłbym IPA nalane z puszki w stosunku do butelkowego? Wątpię. Route 113 IPA ma bardzo przyjemny aromat, nie ma żadnych oznak metaliczności, czy innych wad. A biorąc pod uwagę to, że kilka piw przywożonych ze Stanów, które piłem, miało w zapachu jakieś lekkie kartony czy odrobinę skunksa, można powiedzieć, że konserwa spisuje się w takich podróżach nadzwyczaj dobrze. Oczywiście mogłem wyjątkowo dobrze trafić i na podstawie jednego piwa nie ma co oceniać całej technologii. Niemniej jednak pozostanę przy zdaniu, że najbardziej liczy się wnętrze ;) I warunki transportu.

Jeżeli chcecie wnikliwiej rozkminić temat ekologiczności lub innych zalet czy wad puchy, zajrzyjcie sobie na stronę browaru Sly Fox. Dostępna jest tam w wysokiej jakości cała infografika odnośnie puszek, jak również prezentacja zalet całkowicie usuwalnego denka. Respect the cans!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Raging Bitch Belgian-Style IPA z Flying Dog Brewery

Raging Bitch Belgian-Style IPA
Piwo w stylu Belgian India Pale Ale, górnej fermentacji, pasteryzowane
Producent: Flying Dog Brewery
Ekstraktu nie podano, alk. 8,3% obj.
Goryczka: 60 IBU
Cena: około 13zł (piwoteka.pl)
Słody specjalne: 60L Caramel
Chmiele: Warrior, Columbus, Amarillo
Drożdże: El Diablo

Gryglas

Na tegoroczne IPA Day specjalnie piwo, do testu którego jakiś już czas się przymierzałem - Raging Bitch z Flying Doga.

Przy okazji jednej z dłuższych wizyt w Piwotece Narodowej, skończył mi się ciekawy wybór z kranów, więc postanowiłem wziąć coś butelkowego. Chciałem wziąć jakieś IPA z BrewDoga, natomiast chłopaki za barem przekonali mnie żebym spróbował coś z amerykańskiego Flying Dog Brewery. Wybór był dość zacny, padło na Raging Bitch czyli double IPA na belgijskich drożdżach. Zasmakowało mi wtedy, a że postrzeganie organoleptyczne miałem już solidnie zaburzone, postanowiłem zakupić Raging Bitch w sklepie Piwoteki. Trochę postała w lodóweczce zanim się za nią zabrałem. Tak wiem, powinienem pić jak najświeższe IPA, ale mam nadzieję, że nie zaszkodziło to zbytnio suce.

O Flying Dogu jakoś przesadnie dużo nie wiedziałem (jak i z resztą o większości browarów ze Stanów), ale od czego jest Google ;) Ciekawa jak się okazuje, jest geneza nazwy browaru. Jeden z założycieli, George Stranahan, jeżeli wierzyć legendzie, wpadł na nazwę podczas wyprawy w Himalaje. Po powrocie z lodowca Baltoro i mogąc wreszcie napić się czegoś alkoholowego w hotelowym zaciszu, zobaczył na ścianie obraz psa, który unosił się w powietrzu (pies, nie obraz i ciekawe ile wypił). Wtedy ponoć uświadomił sobie, że zestawienie słów flying i dog zaskakująco dobrze do siebie pasuje, postanowił więc tak nazwać browar, którego był współtwórcą.

Browar otwarto w 1990 roku w Aspen, Colorado, jako pierwszy od 100 lat nowy browar w mieście i pierwszy brewpub w Górach Skalistych. W 1991 został zabutelkowany Doggie Style i od razu zgarnął nagrodę za najlepsze pale ale na Great American Beer Festival. W 2006 browar przejął Frederick Brewing Company i przeniósł znaczną część produkcji do miasta Frederick w Maryland.

Pierwsza warka Raging Bitch została uwarzona na 20. urodziny browaru (2010) i szybko trafiła do grona regularnych pozycji Flying Doga (hmmm pozycja... latającego pieska? ;]). Jeżeli wierzyć internetowi, to jest ona lekko zmodyfikowanym zasypem Snake Dog IPA, na goryczkę jest Warrior, na aromat Columbus i Amarillo (ten ostatni również do chmielenia na zimno). Jako drożdże użyte zostały enigmatyczne El Diablo (brzmi srogo), podobno jest to szczep używany do Witbierów.

Na szczególną uwagę zasługuje również design opakowań (i gadżetów) browaru, projektowanych przez rysownika Ralpha Steadmana. Jak dla mnie są to jedne z najbardziej niesamowitych i niepowtarzalnych etykiet EVER! Na moje uwielbienie kreski Steadmana ma wpływ podobieństwo do powykręcanych artów Simona Bisley'a. Sama wściekła suka na opakowaniu Raging Bitch jest najbardziej obleśnym i bezwstydnych przedstawieniem psa płci żeńskiej jakie widziałem - zdecydowanie na plus!


Otwieram... i od razu zostaję napadnięty - piwo się spieniło i lekko wyjechało z butelki. Czyli wścieklizna jest :) Po przelaniu kolor bursztynowy, piana niska z drobnym pęcherzykiem, ale trzyma się dość słabo. Niby woltaż wysoki, ale za pianę trochę minus.

W zapachu jest ciasteczkowa karmelowość, cytrusy, suszone owoce, żywica i lekki tytoń od chmielu. Za tą agresywną mieszanką zapachową kryją się jeszcze lekkie nuty belgijskie, ale są zdecydowanie zdominowane przez pozostałe wonie. Po ogrzaniu czuć również trochę owocowych estrów.

W smaku goryczka atakuje już od pierwszego łyku. Piwo jest zaskakująco pijalne jak na tą ilość alkoholu, nie jest zapychające, idzie raczej w stronę wytrawnego. Alkohol jest dość dobrze zamaskowany, czuć go dopiero po przełknięciu w postaci rozgrzewania w gardle. Goryczka jest ciekawa, połączenie grapefruita z ziołami i tytoniem na końcu.

Ocena: 4,75/5

To nie jest grzeczne, ułożone IPA. Raging Bitch jest wściekła, może pogryźć, zarazić wścieklizną, a gdy padniesz, to zbeszcześcić twojego zewłoka! Nazwa zdecyduje pasuje do zawartości. Jeśli więc szukasz ciekawych i nieugrzecznionych doznań, to zdecydowanie zmierz się z Wściekłą Suką.

 
Blog jest wyłącznie dla osób pełnoletnich. Czy masz skończone 18 lat?

TAK NIE
Oceń blog